Łotwa vs Polska – Hat trick Lewandowskiego, oddanie półki przeciwnikom i cierpka herbata zamiast słodyczy

Mecz z Łotwa był słabym widowiskiem. Tak słabym, że oprócz dwóch rzeczy należy o nim jak najszybciej zapomnieć. Pierwszą są oczywiście trzy punkty, które przybliżają nasza reprezentację do awansu na Euro 2020, a drugą trzy bramki Roberta Lewandowskiego, a ostatnia z nich to bramka numer 60 (!). Coraz częściej myślę, że za mało poświęcam(y) czas Lewemu, skupiając się na rzeczach nieważnych, względnie ważnych ale chwilowych, jak przebłysk Krzysztofa Piątka. Oczywiście to, co wyprawiał w minionym sezonie Pio Pio było niesamowite, ale podobne rzeczy od wielu sezonów robi Lewandowski, co wszystkim spowszedniało. Gdy zaczynałem się interesować reprezentacją, jej filarem był Andrzej Juskowiak, który przez wiele lat był najlepszym snajperem. Jego dorobek w całej karierze to 13 bramek, nie sposób zestawić z Lewandowskim. Zawodnik Bayernu w eliminacjach Mistrzostw Świata 2018 trwających 13 miesięcy strzelił 16 bramek, a licznik jeszcze bije kolejne rekordy. Właśnie trafił do elitarnego grona zawodników z min. 60 bramkami w europejskich reprezentacji:

Cristiano Ronaldo 93
Ferenc Puskás 84
Sándor Kocsis 75
Miroslav Klose 71
Gerd Müller 68
Robbie Keane 68
Zlatan Ibrahimović 62
Robert Lewandowski 60

Mówiąc wprost, chłop bije wszelkie rekordy i głównie dzięki niemu zwyciężamy słabą Łotwę, 139 drużynę rankingu FIFA. 31 latek jest niestety bliżej niż dalej końca kariery i należy sobie zadać pytanie czy bez Roberta Lewandowskiego wygralibyśmy z Łotwa? Odpowiedź brzmi nie. Polscy zawodnicy dobrych klubów grają od kilku lat gorzej w reprezentacji, to za zaczęło się mniej więcej od przegranej z Danią w Kopenhadze 1 września 2017. Zmiana trenera nie zmieniła zawodników, w kadrze nadal są nieskuteczni, popełniają błędy i brakuje im kreatywności. Dla kibiców mecze reprezentacji zmieniły się ze słodkiej uczty w cierpka herbatę, która po pierwszych łykach zniechęca do konsumpcji. Dzisiaj reprezentacje ciągnie Robert Lewandowski, a także trenera Jerzego Brzeczka i prezesa Zbigniewa Bonka. Przecież gdyby Grzegorz Lato miał obecnego Lewandowskiego.. gdyby miał Smuda… Ok, ten ostatni miał Lewandowskiego, ale wtedy był to Lewandowski z Lecha i wczesnej Borussii, a dzisiaj Lewandowski to instytucja. Powinniśmy postawić mu pomnik i pewnie postawimy, bo takowe otrzymują postacie wybitne. Wg mnie to najlepszy piłkarz jaki się urodził w naszym kraju, oczywiście rozumiem argumenty głosujących na Zbigniewa Bonka, Kazimierza Deynę czy Grzegorza Lato, ale w tamtych czasach mieli za partnerów piłkarzy równie wybitnych. Pierwszy przykład z brzegu – Mateusz Klich czy Maciej Rybus to nie Henryk Kasperczak czy Antoni Szymanowski, a za Janem Bednarkiem (Southampton) i Piotrem Zielińskim przemawia dzisiaj tylko przynależność klubowa, bo w kadrze grają na zupełnie innym słabszym poziomie. Nie jest wina Lewandowskiego, że ma średniej klasy partnerów, którzy nie radzą sobie z Łotyszami, raczej jego zasługa jest wychodzenie z opresji w imponujący sposób. Deyna czy Boniek nie mieli takich problemów, byli liderami i najlepszymi zawodnikami świetnych drużyn, które prowadzili do kosmicznych rezultatów. Przecież dzisiejszy Lewandowski z etyką pracy i regularnością (także w klubie) byłby liderem w każdej historycznie reprezentacji. Zresztą w podobnej dyskusji w Szwecji stawia się na szczycie Zlatana Ibrahimovicia, a nie liderów medalistów Mistrzostw Świata 1950 (Hasse Jeppson), 1958 (Kurt Hamrin), 1994 (Kennet Anderson) czy Mistrzostw Europy 1992 (Tomas Brolin).

Zieliński zawiódł mnie tyle razy, że jako entuzjasta jego talentu mam chwile zwątpienia co do jego gry w jedenastce. Przeszedł się obok meczu z drużyną, która Mateusz Borek podczas transmisji określił, jako taka, która nie utrzymałaby się w Serie B. Zamiast się odblokować z piłkarskim outsiderem, dał kolejny argument krytykom i dzisiaj, lepiej aby usiadł na ławce z Macedonia Północną. Kamil Grosicki zaliczył dwie asysty przy golach Lewandowskiego, ale nie potrafił wykorzystać dwóch klarownych sytuacji. I można wymienić dalej polskiego piłkarza. Liczby nie kłamią -we wrześniu Polska bramek nie strzeliła, a w pierwszym meczu październikowym strzelił tylko jeden piłkarz. Przeciwnicy to kolejno: Słowenia, Austria i Łotwa. Zaznaczę, że mówimy o drużynie z potencjałem określonym pomiędzy 1/4 a 1/8 finału Mistrzostw Europy.

To właśnie turniej Mistrzostw w Europy 2020 jest wyznacznikiem tej kadry i celem. Potencjał zawodników oraz Lewandowski, topowy napastnik świata sprawia, że oczekujemy ogrywania ogórków, przełamania kryzysów i wystawiania nowych twarzy z reprezentacjami klasy Łotwy. Boimy się powtórki z mundialu w Rosji i kolejnych meczów: otwarcia, o wszystko i o honor. Potrzeba zmian nie na zasadzie: ten za tego, bo na koniec czy gra tamten czy inny, efekt jest ten sam. A przeciwnicy na turnieju będą o dwie klasy lepsi. Potrzebujemy, aby liderzy wzięli sprawę w swoje ręce i pokazali, że gra polegająca na oddaniu piłki przeciwnikom ich nie interesuje. I to niezależnie, czy trenerem będzie Nawałka czy Brzęczek. Impuls musi iść od drużyny, bo Euro 2020 to będzie przedostatnia szansa, aby z Robertem Lewandowskim grać o coś. W przeciwnym razie, kibice przestaną sięgać po cierpka herbatę, tak jak przestali sięgać po kwalifikacje europejskich pucharów w wydaniu polskich drużyn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s