„50” Sixers

Dziś w nocy Filadelfia 76ers zwyciężyła po raz 14 z rzędu, notując swoje 50 zwycięstwo w sezonie. Jest to wynik historyczny, gdyż organizacja mająca w swojej historii takie nazwiska jak Greer, Schayes, Erving, Moses Malone, Iverson, Barkley, a zwłaszcza Wilt Chamberlain, ostatnimi laty była mocno w defensywie. Tak bardzo, że w ostatnich 25 latach, tylko w sezonie 2000-01 osiągnęli powyżej 50 zwycięstw (dokładnie 56). Sezonie dla nich szczególnym, bo pierwszy raz od czasów Ervinga i Mosesa Malone grali w finale NBA. W tamtym sezonie, wszystko kręciło się wokół ówczesnego MVP rozgrywek i króla strzelców Allena Iversona, a także pozyskanego w trakcie sezonu Dikembe Mutombo, obrońcę roku. Trenował ich Larry Brown, ówczesny trener sezonu, ten sam, który kilka sezonów później dwukrotnie doprowadził do finałów Detroit Pistons, w tym jednego zwycięskiego.

Dzisiejsza Filadelfia nie ma jednego lidera. Mógłby nim być najlepszy środkowy NBA Joel Embiid (7 w lidze w blokach i 5 w zbiórkach), który zakończy sezon nominacją do najlepszej/drugiej piątki sezonu i jest cichym kandydatem do nagrody obrońcy roku. Czas działa na korzyć także przyszłego debiutanta sezonu, fenomenalnego Bena Simmonsa (4 w lidze w asystach i 7 w przechwytach). Skala talentu jest ogromna, a w ostatnich 15 meczów, aż ośmiokrotnie zdobywał double-double w zbiórkach i asystach.

Siłą Sixers oprócz wspomnianego duetu jest ich skład od świetnego rzucającego trio: Belinelli, Covington i Redick, a także zawodników predysponowanych do gry na kilku pozycjach: Sarica i  Ilyasovę. Mają tak dużą przestrzeń, że pierwszy numer obecnego draftu Markelle Fultz powoli wchodzi do składu po kontuzji, grając 15-20 minut. Prowadzi ich Brett Brown, były asystent Grega Popovicha, który jest trenerem w klubie piąty rok, a w pierwszych trzech wygrał zaledwie 47 spotkań.

To wszystko sprawia, że Sixers mają stabilizację kadrową (mimo kontuzji Embida, który wróci na drugą rundę play-off), wygrali 14 meczów z rzędu i spoglądają na kolejne lata z uśmiechem. Plotki o możliwości przyjścia LeBrona Jamesa do klubu otwierają wyobraźnię, ale jeśli nie LBJ, to  sama kadra i skala talentu sprawia, że Sixers wraca na szczyt NBA po 30 latach, kiedy potrafili trzykrotnie grać w finale NBA. Z LeBronem, czy innym wolnym agentem (Paul George?), 50 zwycięstw to tylko początek.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s