[Prognoza] sezon 2017/18 NBA (1/3) – zachód

Typuję sezon NBA – zachód

1. Warriors – 67-70 zwycięstw, kolejny rekordowy sezon. Nie zatrzyma ich nikt, nawet ewentualne kontuzje.

2. Thunder – nowe super trio – rozciąganie gry, indywidualne wejścia. Oglądanie Thunder będzie tak samo ekscytujące jak Warriors czy Cleveland. To absolutne top3 ligi, oby na lata.

3. Spurs – w bardzo ofensywnej lidze, młodej, pełnej rzutów za trzy, po raz kolejny odnajdą swoje miejsce. Spurs będą bazować na Kawhi Leonardzie – moim typem do MVP oraz grupie weteranów: Gasolu, Aldridge`u, Parkerze. Przy Spurs jestem pewien dwóch rzeczy – znowu odpali jakiś no name, a także tego, że odnajdzie się Rudy Gay. Gay przez lata się nie sprawdzał jako pierwsza/druga opcja (Raps, Grizz, Kings) i był tylko raz na jedenaście sezonów w play-off,. W Spurs jako 3-4 opcja czekająca na piłkę świetnie się odnajdzie w filozofii Popovicha.

4. Rockets – moim zdaniem wymiana pół składu za Chrisa Paula, który zdubluje pozycje Jamesa Hardena się nie opłaci. Po pierwsze Chris Paul tylko trzy z dwunastu sezonów zagrał w minimum 80 meczów, co pozwala przypuszczać, że nie będzie dostępny cały sezon, po drugie oddali najlepszego stopera Patricka Beverleya, który ukrywał braki w obronie Hardena, po trzecie wynik 55-27 i półfinał konferencji był w mojej ocenie wynikiem ponad stan.

5. Wolves – na papierze mają wszystko: młodego super lidera, który jest od sezonu do przejścia do grona superstarów (Karl-Anthony Towns 25/12), zawodnik na poziomie All-star po dwóch stronach parkietu (Jimmy Butler 24/6/5), gwiazda czekająca na All-star (Wiggins 24), grająca w niem stosunkowo niedawno (Teague 15/8), dodatkowo obudowana młodymi graczami i weteranami (Dieng, Muhammad, Gibson, Crawford). Gdyby nie top transfery Cleveland, Celtics, Rockets i Thunder, wszyscy dziennikarze grzaliby swoje pióra pisząc o Minnesocie.

6. Clippers – odejście Chrisa Paula za pół drużyny, przypomina mi trochę transfer Carmelo Anthonego z Knicks. Clippers w przeciwieństwie do Nuggets zostawili w składzie Griffina, Jordana, a z rynku wolnych agentów podpisali Danilo Galiniarego oraz Milosa Teodosicia. Cała czwórka ma talent na potencjał All-star, oczywiście z zastrzeżeniem, że Teodosić musi się zaaklimatyzować w nowej roli, być może na początku gracza z ławki na 20-25 minut. W ciągu dwóch lat powinien wywalczyć miejsce w pierwszej piątce, co jest w jego przypadku bardziej zależne od gry w obronie i fizyczności, niż umiejętności czysto koszykarskich, które są TOP. Gdyby nie fakt, że Blake Griffin opuści pierwszy miesiąc, a Danilo Galinari trzy miesiące, Clippers mogliby osiągnąć po raz kolejny przewagę parkietu w pierwszej rundzie.

7. Blazers – trio Lillard (27/5/6), McCollum (23), Nurkić (15/10) jest jeszcze za młode aby rywalizować z w/w zestawieniami, ale powinni robić stale postępy. W tej drużynie wszystko się kreci wokół Damiena Lillarda, który dwa ostatnie sezony był numer 6 na liście najlepszych strzelców. Jeśli co roku każdy z w/w trio staje się lepszy, a rok temu byli w drugiej rundzie, Blazers są moimi pewniakami do play-off.

8. Pelicans – Davis i Cousins to nowocześni grający twin towers, potencjalnie dwójka najlepszych podkoszowych ligi, wsparta niedawnym królem asyst (Rondo trzykrotnie był nr 1, ostatni raz w sezonie 2015/16) powinna dać play-offy, ale szanse na to oceniam 50/50. Druga ’50’ to rozwalenie drużyny od środka i wytransferowanie co najmniej jednego bliźniaka. W zeszłym sezonie bliźniacze wieże dopiero uczyły się grać wspólnie, statystycznie wyszło fenomenalnie (ponad 50 punktów i 24 zbiórki), jednak bilans był fatalny. Wsparci Jrue Holiday`em i Tony Allenem typuję, że to się może udać. Zupełnie inny styl od preferowanego w lidze – brak trójek, nie będą starali się zabiegać rywali i posiadanie aż dwóch Centrów sprawi przeciwnikom, zwłaszcza preferującym ustawiania nominalnych SF pod koszem, spory problem.

9. Nuggets – pozyskanie Paula Millsapa i zapłacenie mu ponad 30 mln za sezon, przy wzmocnionym całym zachodzie moim zdaniem nie da play-off. Nuggets będą mieć problemy na obwodzie, gdzie najlepszymi zawodnikami będą Gary Harris i Emmanuel Mudiay. Odejście Danilo Gallinariego, który przez ostatnie dwa lata dostarczał rzutami z dystansu przeciętną 18-20 punktów sprawia, że Nuggets będą mieli najsłabszy backcourt na zachodzie. Pod koszem wygląda to świetnie – Millsap, Jokić, Faried, uniwersalny Chandler. Moim zdaniem, konkurencja do top8 za duża.

10. Grizzlies – w ostatnich sezonach notowali lekki regres, w zasadzie szczytem był sezon 2012-13 zakończony rekordem 56-26 i finałem konferencji. Później Memphis starali się utrzymywać skład (Rudy Gay odszedł po rekordowym sezonie) i miejsce w top konferencji, jednak głównie z uwagi na wielka rywalizację i starzejące się gwiazdy, 42/43 zwycięstwa i pierwsza runda to był adekwatny wynik. Odejście w lecie Tony Allena i Zacha Randolpha, dwójki starterów z najlepszego okresu sprawia, że Grizzlies czeka przebudowa. Owszem, dwójka liderów Mike Conley i Mark Gasol zaliczyła statystycznie najlepsze sezony właśnie w minionym roku, ale dzisiejszy roster nie powala – borykający się z kontuzjami mniejszymi (20 meczów pauzy) i większymi (cały sezon) Chandler Parsons, Brandan Wright, Brandan Wright, Mario Chalmers i Tyreke Evans plus JaMychal Green, to nie może się udać.

11. Jazz – fani Jazz muszą być rozczarowani. Po czterech sezonach poza play-off pojawiła się naprawdę interesująca drużyna, która od razu trafiła do drugiej rundy. Minione lato mocno zweryfikowało plany Utah – odeszło dwóch najlepiej punktujących zawodników – Gordon Hayward i George Hill. GM Jazz zadbał o zmieników – Ricky Rubio, niesamowity rookie Donovan Mitchell, weterani Thabo Sefolosha, Ekpe Udoh, jednak konkurencja nie śpi i widzę Jazz poza ósemką. Jeśli jednak Rubio zagra w nowym klubie jak pod koniec swojej gry w Minnesocie, a Mitchell okaże się stealem, Jazz wrócą do play-off już za rok.

12. Mavericks – Mark Cuban dwukrotnie był poza play-off, po sezonie 2012-13 udało mu się wzmocnić skład Monte Ellisem, Samuelem Dalembertem, Jose Calderonem i Devinem Harrisem. Dalsze eksperymenty z Amare Stoudemirem, Rajonem Rondo, Deronem Williamsem i Jameerem Nelsonem nie wypaliły, więc trzeba zaczynać od nowa. Szczęście jednak sprzyja Mavs mimo coraz mniejszej roli Dirka Nowitzkiego. Po pierwsze pozyskany z rynku wolnych agentów Harrison Barnes poczynił znaczący postęp (z 11/5 na 19/5) i może stać się topowym zawodnikiem grającym po obu stronach parkietu, po drugie Nerlens Noel ma wysokie aspiracje i powinien wstrzelić się w tzw. contract year, a po trzecie pozyskali w mojej ocenie przyszłego rookie of the year Dennisa Smitha Jr. Play-off to nie da, ale Mavs podobnie jak Jazz, idą wytoczoną przez siebie drogą, co powinno za rok-dwa się udać.

13. Lakers – z dużej burzy mały deszcz, pasuje mi to znakomicie do Jeziorowców. O ile bardzo nie lubię tłumaczonych nieco na siłę nazw drużyn (via postrzygacze owiec), to akurat te powiedzenie znakomicie mi pasuje do najbardziej utytułowanej drużyny NBA. O Lakers cały czas jest głośno, głównie z powodów poza sportowych – przejęcie klubu przez Magica Jonhsona, dwa zastrzeżone numery Kobe Bryanta, kosmicznie drogie buty Lanzo Balla; zapominamy o poziomie sportowym, który jest naprawdę marny. Nie przekonują mnie obecne ruchy: Brook Lopez, Kentavious Caldwell-Pope, Adrew Bogut, nie przekonuje plan na kolejne lato wolnych agentów. Patrzę tu i teraz. Lonzo Ball będzie dobry, docelowo może być najlepszym zawodnikiem draftu 2017, ale nie zmieni w pierwszym roku drużyny. Drużyny mocno przypadkowej – Brandon Ingram mnie kompletnie nie przekonuje jako small forward ważący 86 kg, z kolei power forward Julius Randle nie rzuca z dystansu, a Larry Nance Jr. potrafi tylko pakować. Obudowanie tego składu weteranami pokroju Luola Denga czy Andre Boguta wygląda dziwnie. Lakers potrzebują czasu, w mojej ocenie więcej niż Mavs czy Jazz. Lato 2018 na pewno pozwoli ściągnąć gwiazdę, ale jeśli nie będzie nią Russell Westbrook (już zaklepany w Thunder), to może nie być nią Lebron James (chce grać o trofea z określonymi zawodnikami), a Paul George w ramach powodzenia planu Sama Hinkie również może pozostać w dotychczasowym klubie. Pozostali wolni agenci (Carmelo Anthony, LaMarcus Aldridge, Chris Paul, DeMarcus Cousins, Isiah Thomas, DeAndre Jordan, Joel Embiid) nie sprawią , że nagle na mocnym wschodzie Lakers przeskoczą z 14 drużyny na zachodzie do top 8.

14. Suns – w ostatnich latach potrafili wybrać z piątka Alexa Lena (zamiast np. C.J. McColluma, Giannisa Antetokounmpo, Dennisa Schrodera czy Rudy Goberta) lub tak jak przed rokiem, Dragana Bendera rzucającego 3,4 punktu na mecz. Z jednym wyjątkiem, wybranym z dalekim numerem 13 Devinem Bookerem. Absolwent Kentucky, kojarzony na razie z fantastycznym meczem, gdzie rzucił 70 punktów to w zasadzie pewniak na gwiazdę. Maszynka do zdobywania punktów. W wieku 21 lat rzuca ich średnio 22,1 i w ciemno mogę obstawić, że w najbliższym sezonie przekroczy przeciętną 25 punktów. Problemem Suns są pozostali zawodnicy. Na papierze nie wygląda to najgorzej – Eric Bledsoe to czołówka rozgrywających grających po obu stronach parkietu, Tyson Chandler to czołowy zbierający ligi od wielu sezonów (8/11), a Brandon Knight rok temu potrafił rzucać przeciętnie 19,6 punktu. W rzeczywistości, wszyscy trzej są stale wymieniani jako potencjalne wzmocnienia większości zespołów ligi (bo Suns mają czas i zadowolą się pickami), a z obecnej kadry, jedynie T.J. Warren i Josh Jackson zasługują na wymienienie. Szczególnie ten drugi to ciekawy zawodnik, celowo ma zapełnić dziurę na pozycji numer trzy i odciążać Bookera od krycia najlepszych zawodników rywali. I być może zaprzeczenie o wyborach z draftu. Jackson może wyrosnąć na zawodnika formatu All-star właśnie za grę po obu stronach parkietu i z Bookerem stać się jednym z najbardziej ekscytujących duetów ligi. Pytanie, kto po (rzekomych) wymianach wspomnianych znanych zawodników grać będzie wtedy w Phoenix.

15. Kings – odejście najlepszego zawodnika od czasów Chrisa Webbera i nastawienie się na przebudowę składu to jedyny kierunek na play-off. Budowa drużyny wokół Cousinsa dała maksymalnie 33 zwycięstwa, czyli w ostatnich 8 latach ani awans do play-off, a w drafcie numery zaledwie 5-8. W tym sezonie będzie inaczej, młodzi zawodnicy wsparci weteranami (Hill, Carter, Randolph) mają się rozwijać i Kings zaczynają budować drużynę, w której filarami będą De’Aaron Fox, Buddy Hield i Bogdan Bogdanović.  Kosztem niestety zwycięstw.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s