Featured

7 ostatnich wpisów

KOSZYKÓWKA

  1. Powrót 22 drużyn NBA nie ma nic ze sprawiedliwością, to czysty biznes
  2. Adam Silver deklaruje powrót NBA – trochę późno, ale to najlepszy moment na kluczowe zmiany w zasadach 82/best of 7
  3. Euroliga powiedziała pas

PIŁKA NOŻNA

  1. Piłkarze wielkiej Wisły blado wypadają w porównaniu z obecnymi kadrowiczami

POZOSTAŁE

  1. [historia] czerwcowe rozkminy.blog 2018 i 2019
  2. Conor McGregor kończy karierę, czyli tani chwyt przeciwko UFC
  3. Wielki sukces Justina Gaethje i UFC

Powrót 22 drużyn NBA nie ma nic ze sprawiedliwością, to czysty biznes

NBA uchwaliła dokończenie sezonu. To widzieliśmy wcześniej, w końcu w grze jest ogromna kasa, nie tyle do podjęcia to do oddania. Były analizowane różne warianty, zadecydowano w głosowaniu z wynikiem 29-1 o 22 drużynach (jedynie Blazers się wyłamali – chcieli 20). Zastanawiałem się czy to uczciwe rozwiązanie, czy sprawiedliwie jest dzielić drużyny na te, które mogą dokończyć sezon i te bez gry przez dziewięć miesięcy. Nowy sezon ma rozpocząć się 1 grudnia, więc od marca zostanie do rozegrania im co najwyżej mini turniej.

Przyjęto dość kontrowersyjne kryterium sześciu meczów straty do ósmej drużyny, czyli oprócz najlepszych ósemek dalej zagrają:
Wschód: Wizards,
Zachód: Blazers, Pelicans, Kings, Spurs, Suns.

Ogromną dysproporcja pomiędzy wschodem i zachodem wedle niewytłumaczonego kryterium to nowość w lidze, w której albo jesteś najlepszy, albo masz największe szanse być najlepszy w przyszłości. Przecież mistrza NBA mam ze wschodu, najlepszą drużynę także i zapewne najlepszego zawodnika. Nie rozumiem, dlaczego zajmujący 10 miejsce Hornets nie mają dalszej szansy, a 13 Suns tak. Bo Hornets mają stratę 7 meczów do Magic, a 6 „tylko” Suns do Grizzlies? Bardzo naciągane, tak samo jak to, że ktoś zasłużył bardziej na play-offy. Czy Suns zasłużyli? Przecież jakiś przypadek, który się nie wydarzy oznaczałby wpadniecie na walec w pierwszej rundzie z napisem Lakers. Widziałem taki walec w poprzednim sezonie, gdy Bucks demolowali Pistons bez Blake’a Griffina.

Są dwa sprawiedliwe rozwiązania – dokończyć sezon jak jest, albo dopuścić czołowe ósemki. Strata na wschodzie Wizards wynosi 5,5 meczu, a na zachodzie Blazers 3,5. Dużo czy mało, każdy ma swoją opinię. Ale bilanse 9 drużyn to 24-40 i 29-37. Czy dalej zasługują na cokolwiek?

Słyszałem o pomyśle z 20 drużynami, co nie daje po dwie w konferencji, tylko 9-12 z zachodu. Sprawiedliwe? To czysty biznes, zresztą mam przeczucie, że powrót Johna Walla sprawia, że dostali szanse. Podobnie wyglądałyby decyzję o dołączeniu np. Nets, jeśli zajmowaliby 10 miejsce i wracałby Kevin Durant. Na tej samej podstawie fajnie mieć zmotywowanego Damiana Lillarda czy porywającego tłumy Ziona Williamsona choćby na kilka meczów.

Piłkarze wielkiej Wisły blado wypadają w porównaniu z obecnymi kadrowiczami

Brak meczów piłkarskich lub minimalna ich ilość, skłania do refleksji na temat polskiego futbolu. Biorąc pod uwagę czasy nowożytne, czyli powiedzmy bieżące stulecie, nie sposób nie wspomnieć o Wiśle Kraków trenera Kasperczaka. Mityczna drużyna, która mierzyła się z klasowymi rywalami w Europie z perspektywy czasu szybko zgasła. Zaskakujące jest to, jak pamiętamy mecze Wisły z Parmą, Schalke i Lazio, a jak zapominamy o wpadkach w kolejnych sezonach. Sezon po Lazio, Wisła odpadła z Valerengą (Norwegia), w kolejnym z Dinamo Tbilisi (Gruzja). Brakowało szczęścia w losowaniu, bo Biała Gwiazda wylosowała Barcelonę w 2001, trzy lata pózniej był Real Madryt, a cztery lata później znowu Barcelona. Gdzieś w tle Inter Mediolan, Porto, Tottenham czy Blackburn Rovers.

Podstawą składu byli Polacy, reprezentanci, którzy nadawali ton kadrze Pawła Janasa i w tamtych latach byli związani z Wisłą: Maciej Żurawski, Kamil Kosowski, Mirosław Szymkowiak, Radosław Sobolewski, Marcin Baszczyński, Mariusz Jop, Dariusz Dudka, Tomasz Kłos, Pawel Brożek. Wygrywali seriami mistrzostwo Polski, dziennikarze klaskali, a winni wpadek byli trenerzy. Janas po latach jest pamiętany przez pryzmat zawodników, których nie powołał (niewymieniony Tomasz Frankowski), Jerzy Engel przegrał z Panathinaikosem, a Dan Petrescu był zaledwie wicemistrzem po trzech mistrzowskich latach z rzędu. Piłkarze nigdy nie byli winni, ale ich wartość z czasem zweryfikowała Europa.

Maciej Żurawski to mój ulubiony piłkarz poprzedniego dziesięciolecia, jednak jego kariera nie została pokierowana prawidłowo.

Kadra: 72 mecze, wiele jako kapitan i 17 bramek,
Klub: 9x mistrz kraju (5x Polska, 3x Szkocja, 1x Cypr), 2x król strzelców Ekstraklasy 2001/02, 2003/04.

Jedak porównując jego osiągnięcia do obecnych piłkarzy, mam ogromny niedosyt. Niespełniony w kadrze – zadebiutował w wieku 22 lat u Janusza Wojcika, ale przed meczem z Koreą tylko raz wystąpił w jedenastce od pierwszej minuty. Miał wtedy 26 lat, a dopiero po turnieju został kluczowym zawodnikiem reprezentacji. Nie zaistniał także w żadnej z czołowych lig, z kadrą był na trzech dużych turniejach, ale ze Stanami Zjednoczonymi przestrzelił karnego, a na Euro 2008 zagrał jedynie 45 minut z Niemcami.

Żurawski mial wielkie możliwości, tak nam się wydawało, gdy trzymaliśmy za niego kciuki. Zdecydowanie za długo grał w Wiśle, być może nie powinien w wieku 23 lat przechodzić do niej z Lecha tylko iść np. do Bundesligi. Nie powinien także aż sześć lat grać w Krakowie, gdzie spędził swoje najlepsze lata. Pamiętam wielki szał, gdy w pierwszym sezonie w Celticu czarował kibiców otrzymując pseudonim „Magic” – 16 bramek, 6 asyst w 24 meczach brzmi naprawdę dobrze. Szkoda, że spektakularnie odpadł z Artmedią Petrzałka w kwalifikacjach (0-5 i 4-0), bo kolejnym razem odjechała mu Liga Mistrzów. I dopiero w kolejnym sezonie rozegrał w niej pięć spotkań i strzelił bramkę, mial wtedy 30 lat.

Nie zrozumcie mnie źle, to naprawdę był kawal gracza, który strzelał mnóstwo bramek i dzisiaj idealnie pasowałby do Roberta Lewandowskiego. Tylko dzisiaj mamy inną skalę – mamy przede wszystkim Roberta, mamy Wojciecha Szczęsnego, mamy duet z Napoli, Kamila Glika, Grzegorza Krychowiaka, Łukasza Piszczka, Jakuba Błaszczykowskiego. Wszyscy osiągnęli więcej w klubie i reprezentacji. Euro 2016 było przełomowe, zwycięskie. Do tego występy w Lidze Mistrzów, wygrane puchary. Zupełnie inaczej będziemy oceniać piłkarzy z kolejnego dziesieciolecia.

Kamil Kosowski to drugi najlepszy zawodnik tamtej Wisły, zawodnik który potrafił wrzucać lewa nogą piłkę na nos z biegu i z piłki stojącej. On także zaistniał na dobre w kadrze po mundialu w Korei i Japonii. W przeciwieństwie do Żurawskiego nie pojechał na niego, mimo 149 minut na wiosnę przed turniejem. Kosowski w przeciwieństwie do Żurawskiego wyjechał za granice szybciej, w dodatku grał w czołowych ligach. Zaskakujące jest jednak to, że nigdzie nie zacumował na dłużej. Kaiserslautern przez dwa lata to 43 meczów i zaledwie gol z czterema asystami. Championship to rok gry w Southampton i gol w 18 meczach (na wiosnę jedynie 135 minut w czterech meczach), a Chievo Verona to 23 mecze. Z tych klubów był wypożyczany z Wisły Kraków, co z perspektywy czasu oznacza, że grał wszędzie i.. nigdzie. W Lidze Mistrzów wystąpił w sezonie 2009/2010 w barwach APOEL Nikozja, grając w pięciu meczach bez bramki, asysty i zwycięstwa. Zdecydowanie za mało, jak na zawodnika, który w 2003 w meczu z Schalke zaliczył bramkę i dwie asysty, a przeciwko AC Parmie bramkę i asystę. Wtedy (podobno) był na celowniku Interu Mediolan, na liście życzeń samego Roberto Manciniego. Kosowski chodził swoimi drogami, miał oferty z Bordeaux, Lyonu, Osasuny i Parmy ale czegoś zabrakło.

Z pozostałych piłkarzy Wisły – Radosław Sobolewski nigdy nie wyjechał za granice, Marcin Baszczyński w wieku 32 lat zagrał w PAE Atromitos, Tomasz Kłos trafił do Wisły w wieku 31 lat po sześciu latach w Auxerre, Kaiserslautern i Koeln, Mariusz Jop podbił FK Moskwa, Paweł Brożek nie podbił Trabzonsporu, Celticu i Recreativo Huelvę. Jedynie Dariusz Dudka cztery sezony grał w Auxerre (choć później próby w Levante UD i Birmingham City zakończyły się w sumie na pięciu meczach) i Mirosław Szymkowiak przez dwa lata w Trabzonsporze zrobił karierę wyhamowaną przez kontuzje. Zdecydowanie za mało jak na połowę kadry Janasa i najlepszą polską klubową drużynę XXI wieku.

Adam Silver deklaruje powrót NBA – trochę późno, ale to najlepszy moment na kluczowe zmiany w zasadach 82/best of 7

NBA rusza 31 lipca – to wiadomość dnia, ekscytacja dla jednych, ale także spory zawód dla drugich. Napisać, ze sport po koronawirusie nie będzie taki sam, to nic nie napisać. Podczas, gdy wszyscy patrzą na siebie, wracając do rywalizacji ze środkami ostrożności, a za chwile z limitami kibiców, NBA jest daleko w tyle. Bundesliga rozgrywa właśnie czwartą kolejkę po powrocie, za dwa tygodnie wracają najlepsze piłkarskie ligi (11 czerwca La Liga, 17 czerwca Premier League, 20 czerwca Serie A). Odbyły się już trzy gale UFC (TUTAJ), a dziś w nocy odbędzie się kolejna. Tymczasem koszykarze nadal nie znają szczegółów powrotu. Podana data jest jedynym pewnikiem, ale przecież do tego czasu wszystko może się zmienić. Skoro premier Mateusz Morawiecki pozwolił, aby wypełnienie trybun ekstraklasy od 19 czerwca wynosiło maksymalnie 25 procent, czyli we Wrocławiu czy Gdańsku może pojawić się ich aż 10 tysięcy. Tymczasem NBA nie ruszy przez dwa miesiące (!).

Jest kilka wariantów powrotu, o które są konsultowane z klubami. Prawdopodobnie nie wrócą wszystkie, część spotka się w specjalnym turnieju play-in o awans do play-off. Skrócony zostanie sezon, nie wiadomo czy także play-offy. To wpłynie oczywiście na kolejny sezon, który nie odbędzie się w klasycznej, 82 meczowej formie z playoffami + best of seven, a zacznie się pewnie na gwiazdkę. NBA chce wrócić do normalności, ale przesuwając powrót, niepewny będzie także status zawodników, którzy nie zawsze prowadzą się zgodnie z reżimem treningowym. To, co obserwujemy w Bundeslidze, czyli mnogość kontuzji mięśniowych będziemy mieli także w fizycznej NBA niezależnie kiedy wróci.

Wakacje z NBA to znakomita wiadomość dla fanów. Liga nie będzie odwołana jak choćby Euroliga (TUTAJ), zobaczymy ponownie najlepszych zawodników i to w wakacje, gdy część z nas będzie miała urlopy. Od dawna dziwiło mnie to, ze koszykówka nie gra w wakacje, uznając ją za sport halowy.. czyli zimowy. Przecież koszykarze występują na olimpiadzie letniej, a nie zimowej, a sezon trwa zwykle od października do czerwca.

Możliwe warianty powrotów:

– 16 zespołów, które od razu rozpoczną grę w play-off (zawodnicy chcą kilka meczów na przetarcie),
– 20 zespołów i podział na cztery grupy po pięć drużyn,
– 22 zespoły i turniej play-in,
– 30 zespołów i 72 mecze sezonu regularnego, potem play-off (najmniej prawdopodobna).

Gdzieś w tle oczywiście jest wielka kasa od telewizji, która byłaby do zwrotu, jeśli nie będzie gry. Nikt sobie na to nie może pozwolić i powrót jest konieczny. Jeśli wiązałby się z rewolucją zasad, o których spekuluje się od kilku sezonów, to jest najlepszy moment. Odejście od 82 meczów zwany skróceniem sezonu, dodatkowy turniej play-in, dodatkowy turniej niezależny od sezonu – takie pomysły mieliśmy juz przed koronawirusem.

Bundesliga pokazała co najlepsze, ale nadal Bayern jest bezkonkurencyjny

Powrót Bundesligi, pierwszej z czołowych lig jest największym wydarzeniem tego roku w piłce. Podczas, gdy inne ligi odwołały sezony (Francja, Belgia, Holandia), w Niemczech zdecydowano się rozegrać spotkania i przy okazji sprytnie sparować ze sobą najlepsze zespoły. Niech mówi się o niej najwięcej, najpierw Dortmund w Derbach Westfalii zdemolowało Schalke… 04, grając superofensywny futbol, gdzie kwartet Raphael Guerreiro (2+0), Thorgan Hazard (1+1), Julian Brandt (0-2) i Erling Haland (1+1) zdemolował rywali. Mecz się oglądało dziwnie, trochę jak sparing, w którym było słychać pokrzykiwania piłkarzy na boisku. Ale co tam, gwiazdy wróciły.

Półtora tygodnia później wielki hit, Der Klassiker. Borussia pod dwóch zwycięstwach, miała bramkowy bilans po wznowieniu sezonu 6-0, Bayern z dwoma zwycięstwami 7-2. Dwie najbardziej utytułowane drużyny, które wspólnie wygrały ostatnich 10 mistrzostw to dzisiaj pojedynek wybitnych strzelców Halanda z Lewandowskim. Cudownego dziecka norweskiej piłki z najlepszym strzelcem wśród obcokrajowców. Plakaty zapowiadające mecz jednoznacznie wskazywały, na jakiej pozycji będzie najlepsza rywalizacją, w końcu to najlepsi strzelcy tegorocznej edycji Ligi Mistrzów – Lewandowski ma 11 bramek, Haland 10. Trzeci jest Harry Kane z 6, przepaść.

Sam mecz nie zachwycił, dużo walki, choć kryjący Lewandowskiego Łukasz Piszczek znakomicie przeszkadzał grać naszemu napastnikowi w niesamowitych powtórkach. Podobnie Jerome Boateng okrył Haalanda czapką gruszek. To niesamowite jak piłka szuka Norwega, który wybiera raczej dobre rozwiązania, ale stary mistrz za każdym razem miał nosa. Umiejętnie wybijał piłkę, ale w jednym przypadku nieprzepisowo przy strzale rywala wystawił rękę, w którą trafiła piłkę. Sędzia nakazał grać dalej, krzywdząc gospodarzy brakiem rzutu karnego. Jedynego, jak się okazało gola strzelił Joshua Kimmich, niesamowitym strzałem panenką tuż przed przerwą. Roman Burki nie popisał się wychodząc dwa kroki za daleko, ale trzeba przyznać, że strzał był bardzo precyzyjny.

Lewandowski miał tylko jeden zryw, gdy pod koniec meczu strzelił w słupek, ale na boisku nie było już Piszczka. Podobnie jak Halanda, który zszedł kontuzjowany z boiska w środku drugiej połowy. Pojedynek nie wypalił, nie było więcej bramek i wymiany ciosów. Na koniec znowu wygrał Bayern, który czteropunktową przewagę powiększył do siedmiu punktów. Rozpędzony wygra po raz ósmy z rzędu w lidze jednej szybkości. Borussia gra piękna piłkę, ale ponowne zabrakło jej argumentów, a tuż po meczu zaczęto kwestionować przyszłość Luciena Favre. Dzisiaj na poziomie BVB jest RB Lipsk, który wielkimi susami zmniejsza dystans do czołówki Bundesligi. W grze są dobrze zarządzane Bayer Leverkusen i Borussia Monchengladbach. Dzisiaj różnica między piątymi aptekarzami a BVB wynosi cztery punkty. Zdecydowanie za mało na ambicje Hansa Joachima Watzke i Michael Zorca.

Euroliga powiedziała pas

Sezony Euroligi i EuroCupu zostały dzisiaj anulowane, co oznacza, że drużyny nie wrócą w czerwcu lub lipcu na parkiet i w konsekwencji, nie poznamy także mistrza. Szkoda wszystkich, przede wszystkim:

  1. Efesu, który był zdecydowanie najlepszy w tym sezonie:

Anadolu Efes Istanbul 24-4
Real Madryt 22-6
FC Barcelona 22-6
CSKA Moskwa 19-9
Maccabi FOX Tel Aviv 19-9

i miał szansę na pierwszy w historii tytuł w Eurolidze. Prowadzony przez najlepszego zawodnika rozgrywek Shane’a Larkina, w dodatku najlepszego strzelca i zawodnika z najlepszym wskaźnikiem efektywności grał znakomita ofenywna koszykówkę. Larkin cztery razy z rzędu został zawodnikiem kolejki, a w spotkaniu z Bayernem rzucił 49 punktów (!) bijąc rekord Euroligi.

2. Kibiców którzy byli świadkami 28 świetnych kolejek, z indywidualnościami, dobrymi zespołami i historiami, a niedawne odejścia gwiazd do NBA (Doncic, Bogdanovic) wyjątkowo wzmocniło myślenie o niej, jako o silnej lidze. Znakomicie wypromowany w internecie produkt, nie konkurował z NBA bo nie mógł – był bardziej alternatywą dla kibica, który chce oglądać wysoki poziom i uporządkowaną koszykówkę na żywo, nie zarywając nocy. Nie moglem się doczekać ćwierćfinałów CSKA z Maccabi oraz Final Four w Kolonii z dowolnymi parami.

3. Zarządający Euroligą, bo gdy okazało się chwile wcześniej, ze większość klubów chce powrotu, ale zawodnicy nie chcą grac, możliwy był najgorszy scenariusz. A ponieważ do wznowienia sezonu potrzebna byla zgoda wszystkich klubów, trudno bylo negocjować. Nie pomógł regulamin chroniący zawodników, którzy mieli zapewnione aż 80% pensji, a przy opcji powrotu 85%. Zawodnicy nie zaryzykowali gry dla 5% i ewentualnych kontuzji, oficjalnie ze strachu przed Covid-19. Nie ważne, że kolejne gospodarki wracają do codzienności, a do tego zawodnicy NBA bardzo chcą grać. Kluby straciły możliwość negocjowania i z zazdrością patrzyły na ACB, która rusza 17 czerwca. Wtedy rozpocznie się turniej – 33 mecze (dwie grupy sześcioosobowe w formacie każdy z każdym, dwa półfinały i finał) w dwa tygodnie. A ponieważ VTB wcześniej anulowała sezon, zostaną tylko w grze liga niemiecka i izraelska.

Po raz pierwszy od lat Euroliga poległa. Wiadomo, że nowy sezon ruszy 1 października w niezmienionym składzie drużyn. Zapewne zmienią regulamin, który uwzględni nową rzeczywistość, jednak przy takiej ewentualności zawsze zagraniczni zawodnicy rozjadą się po świecie i trudno będzie ich zebrać z powrotem. To wizerunkowa i finansowa wtopa machiny, na którą z niedawno zzazdrością patrzyły najlepsze kluby piłkarskie, o czym pisałem 18 miesięcy temu przy okazji artykułu w Der Spiegel:

Format nowej ligi byłby podobny do koszykarskiej Euroligi – 16 drużyn gra każdy z każdym, w sumie 30 meczów, a następnie faza pucharowa. Podobieństw jest więcej, bo koszykarska Euroliga swój główny produkt utrzymuje niezależnie od FIBA, ze specjalnymi zaproszeniami dla wybranych klubów (założyciele grają stale), ale trwa to na tyle długo, że nikogo nie dziwi kolejny pojedynek Realu z Barceloną.