Polecane

7 ostatnich wpisów

PIŁKA NOŻNA

  1. Europa odjechała najlepszym klubom z Hiszpanii, a przed nami najsłabsze #ElClasico od lat #FCBREA
  2. Arkadiusz Milik na uboczu, a Osimhen z Lozano demolują Atalantę
  3. Brzęczek triumfuje z Bośnią, naród bije brawo, a Polska liderem grupy

INNE

  1. [historia] październikowe rozkminy.blog 2017, 2018 i 2019
  2. Publicystyka sportowa – ranking 2020, czyli na wszystko czasu nie starczy
  3. Nurmagomedov poddaje Gaethje i kończy karierę jako niepokonany zawodnik #ufc254
  4. Zimny prysznic Mateusza Gamrota, czyli idzie ścieżką Jana Błachowicza

Europa odjechała najlepszym klubom z Hiszpanii, a przed nami najsłabsze #ElClasico od lat #FCBREA

El Clasico tuż za zakrętem – to pierwsze starcie najbardziej utytułowanych klubów bez kibiców i niestety nie z tą magia, co kiedyś. Przede wszystkim forma obu drużyn jest daleka od tej, do której Barcelona i Real Madryt przyzwyczaiły przez lata. Obecne drużyny mają liderów za górką i nie do końca wychodzi im przebudowa. Transfery młodych zawodników okazały się nie trafione (Ousmane Dembele, Rodrygo, Luka Jović) i mimo upływu lat nadal Leo Messi, Gerard Pique, Karim Benzema i Sergio Ramos znaczą w szatni najwięcej, z mocno nierówną formą.

Real i Barcelona przypominają mi schyłek wielkiego Milanu Carlo Ancelottiego, gdzie nie wprowadzono w odpowiednim czasie młodych zawodników i upadek był bolesny. Milanu dzisiaj na wielkiej Europejskiej scenie nie ma, a po odejściu Carlito zespół miał jeszcze chwilowy szczyt w pierwszy sezonie Massimiliano Allegriego (mistrzostwo 2010/11) ale potem przestał się liczyć w grze o Ligę Mistrzów, z której zniknął sześć lat temu. Daleki jestem od wieszczenia końca obu klubów, ale historia pokazuje, że po czasie dominacji kluby później cieniują. Na potwierdzenie tego, kluby z Hiszpanii nie są po raz pierwszy od lat stawiane w gronie faworytów Ligi Mistrzów – Premier League uciekła, mamy wielki Bayern absolutnego faworyta, a także hegemonów w swoich krajach PSG j Juventus. Barcelona i Real nie są w stanie grać w takim rytmie i intensywności jak Bayern, Liverpool, nawet Atalanta, momentami City i PSG. Fizyczność, pressing, skrzydła, wejścia z II linii i „wertykalność” futbolu jest dziś trendem i ten trend odjechał klubom z Hiszpanii. W Realu problemem są spasione koty, w Barcelonie zaskakująco słaba kadra. Przez lata El Clascio to to rywalizacja najlepszych piłkarzy i najlepszych trenerów, ze szczytem przy rywalizacji Pepa Guardioli z Jose Mourinho, a przede wszystkim Leo Messiego z Cristiano Ronaldo. Dzisiaj trudno reklamować to starciem Messiego z Benzema, a na plakaty Ansu Fatiego i Viniciusa jeszcze za wcześnie.

Gdy kilka lat temu Barcelona wystawiała trio Messi, Luis Suarez, Neymar, Real prężył się z Cristiano Ronaldo, Benzema, Angel Di Maria i Gareth Bale. Starcie gigantów. Sprowadzone gwiazdy mundialu Antoine Griezmann i Eden Hazard zupełnie się nie sprawdziły, a po ostatniej porażce z Szachtarem Donieck, Zinedine Zidane gra o posadę. Przegrana na inauguracje Ligi Mistrzów z osłabionym z powodu covid19 rywalem (jedynie 13 zawodników z kadry było zdrowych), z którym do przerwy było 0-3, to wstyd dla (do niedawna) najlepszego klubu w Europie. Do tego Messi także jest jedną nogą poza klubem, gdy w pewnym momencie lata wydawało się, że odejdzie do Manchesteru City. Real jest w tabeli trzeci a Barcelona dziesiąta (i jeden mecz mniej) – to już nie ta sama magia co kiedyś i zapowiada się najsłabsze El Clasico od lat.

Arkadiusz Milik na uboczu, a Osimhen z Lozano demolują Atalantę

W sobotnie popołudnie spośród wielu meczów wybrałem spotkanie S.S.C. Napoli z Atalantą Bergamo. Dwie ofensywne drużyny i włoska piłka, która z różnych przyczyn nie jest dla mnie pierwszym wyborem do oglądania. W ostatnich latach została zepchnięta nieco w cień Premier League, Bayernu czy gigantów z La Liga, ale za sprawą gry naszych reprezentantów i Cristiano Ronaldo ma swoje zalety. Dawno nie widziałem Napoli, choć jeszcze sezon/dwa starałem się oglądać szlagiery z udziałem Polaków. Dziś jest ich w Serie A wielu, w dodatku perypetie kontraktowe Arkadiusza Milika (o tym niżej) oraz zarażenie korona wirusem Piotra Zielińskiego sprawiło, że w sobotę nie zagrał żaden.

Atalanta Bergamo to rewelacja tego roku kalendarzowego – grająca ofensywnie drużyna, nad której grą zachwycaliśmy się wszyscy. Do dwumeczu z Valencią nikt nie znał trio: Josip Ilicic, Papu Gomez, Duvan Zapata, a po jej zdemolowaniu każdy. Gdyby Ci doświadczeni zawodnicy mieli po 20 lat, odeszliby po sezonie niczym Frenkie de Jong i Matthijs de Ligt z Ajaxu Amsterdam, ubiegłorocznej rewelacji Ligi Mistrzów.

Od początku w natarciu byli gospodarze. Najpierw z dalekiego dośrodkowania Matteo Politano na bramkę strzelał Hirving Lozano, chwilę później po wrzutce z lewej strony Giovanniego Di Lorenzo i słabej interwencji bramkarza Lozano meksykanin zaliczył pierwsze trafienie. Kilka minut później podwyższył on po podaniu Driesa Mertensa, a następne gole to strzały z dystansu Politano oraz Victora Osimhena, nowej gwiazdy Napoli. Sprowadzony z Lille (13 bramek i 5 asyst w 27 meczach) Osimhen to 21 latek z ogromnymi możliwościami, przyszła gwiazda futbolu – szybki, chętnie wdający się w pojedynki na ziemi i w powietrzu. Nigeryjczyk kupiony za 70 mln euro to rekord klubowy i zawodnik, który ma strzelać bramki.

Najwyższe transfery do Napoli:
Victor Osimhen – 70 mln euro,
Gonzalo Higuain – 39 mln euro,
Hirving Lozano – 38 mln euro,
Konstantinos Manolas – 36 mln euro,
Arkadiusz Milik – 32 mln euro.

Ich wcześniejsza „9” Arkadiusz Milik nie została ulubieńcem kibiców, w dodatku w poprzednim sezonie opuścił on 12 spotkań, a na jego pozycji z musu grali Lorenzo Insigne i Mertens. W historycznym sezonie 2017-18, gdy pod wodzą Maurizio Sarriego zdobyli 91 punktów, najlepiej strzelali:

Dries Mertens 18 goli,
José Callejon 10,
Lorenzo Insigne 8,
Marek Hamsik 7,
Kalidou Koulibaly 5,
Arkadiusz Milik 5.

Siłą tamtej drużyny była pomoc (Allan, Jorginho, Hamsik, Piotr Zieliński i Marko Rog), podczas gdy sezon wcześniej Mertens miał 28 bramek, a sezon wcześniej Higuain rekordowe 36. Coś z tym strzelaniem się zacięło i przed poprzednim sezonem Aurelio De Laurentiis kupił z PSV Lozano. Jeśli nadal nie wiadomo, dlaczego mając Milika kupowany jest Lozano, to dodam, że najskuteczniejszym strzelcem drużyny w Serie A był Polak z 17 golami w sezonie 2018/19 i 11 golami w poprzednim sezonie. Nic dziwnego, że Napoli zakończyło rozgrywki na zaledwie siódmym miejscu, najsłabszym od 11 lat, a De Laurentiis zapragnął nowego Higuaina.

Wracając do meczu, bramki w 23, 27 i 30 minucie to był nokaut Atalanty. Czwarty gol do przerwy podciął skrzydła gościom, którzy wygrali dotychczas wszystkie mecze. Odpowiedział wprowadzony po przerwie Sam Lammers.

Dotychczasowa współpraca na linii Lozano – Osimhen przebiega wzorcowo:
– 1 kolejka przeciwko Parmie 23 min wspólnie na boisku,
– 2 kolejka przeciwko Genui 45 min, jedna bramka,
– 3 kolejka – walkower,
– 4 kolejka przeciwko Atalancie 82 min i trzy bramki.

Napoli jest w gazie, ma nowych bohaterów i trzeba przyznać, że Mertens operujący za Osimhenem także zgrał dobre spotkanie – asystował przy drugiej bramce Lozano, a wcześniej z Parmą i Genuą strzelił po bramce. W uzupełnieniu dodam, że Lorenzo Insigne ma kontuzje ścięgna i będzie pauzować przez trzy miesiące (dlatego nie zgrał przeciwko Polsce), a jego ostatnie liczby Serie A to 8, 10 i 8 bramek. Jednak w przeciwieństwie do naszego reprezentanta, Insigne urodził się na przedmieściach Napoli i nikt nie będzie się jego pozbywać.

Arkadiusz Milik gra w grę z De Laurentiisem, który trzyma w ręku karty zawodników i nie zwykł ulegać presji transferowym. Nie wiem, czy to jest próba przechytrzenia Prezesa przez agenta zawodnika, czy właśnie jego słabość, bo niby interesowały się naszym reprezentantem Tottenham Londyn, Atletico Madryt czy Juventus Turyn, a do transferu nie doszło. Naszemu napastnikowi kontrakt się kończy po sezonie i nie zdecydował się jego przedłużać, co rozzłościło właściciela Napoli, przez co nie został on głoszony do rozgrywek Serie A oraz Ligi Europy. Wyzwania sportowe to jedno, a transfery najpierw Lozano a potem Osimhena to drugie. Nikt nie wiąże planów z Milikiem, nie okazał się on zbawcą klubu.

Oczywiście jest szansa na dogadanie się w zimowym oknie z De Laurentiisem, a następnie zmiana pracodawcy. Nabywca się znajdzie, bo w Europie gra się co trzy dni i w każdym klubie pojawią się kontuzje. Zawodnik z kartą na ręku jest atrakcyjny, ale nie taki, który wychodzi tylko jako zmiennik w reprezentacji. Wariant pesymistyczny to niedogadanie się i zostanie do lata na uboczu – w efekcie nie pójdzie na Euro i na pewno nie wynegocjuje pięciu mln euro pensji, o której marzy. Tego mu nie życzę, bo reprezentacja potrzebuje Milika w formie. Ale nie Napoli, tam mają Osimhena i Lozano.

Zimny prysznic Mateusza Gamrota, czyli idzie ścieżką Jana Błachowicza

Z zaciekawieniem czekałem na debiut Mateusza Gamrota w UFC. Były posiadacz dwóch pasów KSW w wadze lekkiej (do 70 kg) i piórkowej (do 66 kg) z przytupem zakończył kontrakt z KSW demolując Normana Parke’a, a potem wygrywając pewnie z Marianem Ziółkowskim. Był najlepszym polskim zawodnikiem federacji, jedynym niepokonanym mistrzem. Przez lata oglądając KSW i UFC zastanawiałem się, ile dzieli te federacje. Oczywiście nie na poziomie mistrzowskim, tylko gdzie mistrzowie KSW plasowaliby się w światowym gigancie. To jest zupełnie inny temat – być legendą w kraju czy wyjechać i walczyć od początku o swoje za oceanem. Tą drugą drogą poszedł Jan Błachowicz i odniósł ogromny sukces (TUTAJ), wydawało mi się, że pierwszą pójdzie Gamer. Oczywiście było puszczanie oczka do UFC, ale nigdy nie widomo czy nie jest to gra o kasę czy ambicje sportowe. Tym bardziej, że pod koniec współpracy na linii zawodnik-KSW wrzało, a problemem była interpretacja drugiej walki z Parkiem – no contest to dla KSW walka nieodbyta, dodatkowo przerwana, a dla zawodnika walka odbyta. Gamrot był tak bardzo zmotywowany by odejść, że podciągnął dwie gale post-covidowe, czyli KSW 53 i 54. Dwa pojedynki w 49 dni, a następnie odejście legendy, zawodnika niepokonanego w klatce, czego nie mogą o sobie powiedzieć Mamed Khalidov, Tomasz Narkun czy Michał Materla.

Ponownie po 49 dniach od ostatniej walki mieliśmy debiut Mateusza Gamrota w UFC. Moment legendarny, bo o ile KSW nie chce oddawać swoich mistrzów za ocean, o tyle sportowo tylko tam czekają dla nich wyzwania. W pierwszej walce przeciwnikiem był Gruzin Guram Kutateladze, choć pierwotnie zakontraktowany był Rosjanin Magomedov Mustafaev. Dla Kutateladze to także był debiut w UFC, polscy kibice mogli go kojarzyć z pojedynku na gali FEN w marcu 2015 i przegranej z Pawłem Kiełkiem. Od tamtej pory nie przegrał pokonując kolejno ośmiu przeciwników.

Gamrot zaczął walkę spokojnie, próbował badać przeciwnika, który nastawił się na niskie kopnięcia. Polak z kolei chciał przywitać się z najlepszej strony i sprowadził rywala parteru. Ten odpowiadał mocnymi kopnięciami w brzuch Gamer próbował sprowadzać do parteru przeciwnika, próbował zdobyć pozycje nawet za końcówkę nogi, ale Gruzin umiejętnie się bronił –unikał lub błyskawicznie uciekał z groźnej dla siebie pozycji. Tak naprawdę dopiero w trzeciej rundzie Polak dosiadł przeciwnika, ale ten umiejętnie wstał, choć wariant z próbą obalania dalej był praktykowany. Walka została oceniona jako nie jednogłośną decyzja, czyli jeden sędzia typował 29-28 Gamrot, a dwóch 29-28 Kutateladze. Niespodziewana porażka stała się faktem, choć sama decyzja była mocno dyskusyjna. W wywiadzie po walce Gruzin przyznał Danielowi Cormierowi, że zwycięzcą pojedynku powinien być Gamrot.

Co zadecydowało o porażce? Na pewno debiutujący przeciwnik nie był z gatunku pierwszego lepszego. Był zamotywany i stylowo niewygodny – bazował na kopnięciach i jak się okazało skutecznie bronił się w parterze. Do tego przeciwnik zmienił się dwa tygodnie przed walką i być może najważniejsze – w ciągu 98 dni był to trzeci pojedynek Gamrota. Nie wyciągał bym jakiś dalekich wniosków, Polak nie zapomniał swoich umiejętności grapplerskich, a sędziowie byli podzieleni w kwestii decyzji. Ja bym się skłaniał to 29-28. W UFC nikt Gamrota nie skreśla, nie jest zawodnikiem z znikąd, a dodatkowo zawodnicy dostali bonus za walkę wieczoru. Zresztą aktualny mistrz UFC w wadze półciężkiej Jan Błachowicz zaczynał w UFC od bilansu 1-3, a potem 2-6, by wygrać pas mistrzowski. Wszystko przed Gamerem.

Brzęczek triumfuje z Bośnią, naród bije brawo, a Polska liderem grupy

To, co napisałem w temacie to najkrótsze podsumowanie meczu. Remis Włochów z Holandią przy drugim zwycięstwie Polski z najsłabszym zespołem w grupie, dał nam pierwsze miejsce po czterech kolejkach. Selekcjoner zapytany czy jest zadowolony odpowiedział, że jest. A z tym zadowoleniem bywało różnie, bo wcześniej był zadowolony po słabych meczach, a następnie po fali krytyki nie chciał odpowiadać na te pytanie. Trzeba przyznać, że Jerzy Brzęczek trafił z selekcją, szczególnie w pomocy. Polska potrafiła stwarzać sytuację i zamykać rywali w swoim polu karnym. Nie było momentów jak z Włochami (TUTAJ), były długie minuty, wymiany podań w polu karnym (nawet piętkami) i sporo sytuacji.

Bośnia zaatakowała od początku, niczym Włosi. To niestety jest dobry sposób na naszą kadrę i mieliśmy trochę szczecią, bo wszystko zmieniło się w 14 minucie, gdy wychodzący sam na sam z bramkarzem Robert Lewandowski został faulowany. Czerwona kartka, trochę na wyrost (bo równie dobrze można było dać żółtą) ustawiła mecz. I nie ma się co czarować, że było inaczej. A gdy w 33 minucie zszedł z kontuzją drugi najlepszy piłkarz rywali Pjanić, było po zawodach. Wiadomo, można było bić w mur, ale my mamy Lewandowskiego, mamy Grosickiego i młodzież. Nasz kapitan na początku meczu raził nieskutecznością i śmiało można napisać, że zabrał asystę Jackowi Góralskiemu. Przebudził się chwilę później, gdy jak taran wbiegł w pole karne i zagarnął piłkę od Kamila Jóźwiaka. Druga bramka tuż przed przerwą to znakomita asysta Lewego do Linettego. Ten luz, ta technika, kibice we Wrocławiu widzieli najlepsza wersję naszego kapitana, który w ostatnich latach z różnych przyczyn nie występował na stadionie Śląska, a strzelone bramki były pierwsze na Stadionie Miejskim. A gdy po przerwie podwyższył po podaniu Mateusza Klicha, było po meczu. Choć prawdę mówiąc – po meczu było w 57 minucie, gdy zawodnik Bayernu zszedł z boiska, zmieniony przez Arkadiusza Milika. Bez Lewego nie ma grania i ciężko się patrzyło na atak biało czerwonych. Chciałem, aby sędzia skończył ten mecz szybciej, ale jeśli mieliśmy zostać liderem grupy, trzeba było go oglądać do 93 minuty.

Poza Lewandowskim znakomicie zagrał środek pola – Linetty i Klich zaliczyli asystę, a Góralskiego z niej okradziono. Brawo dla Jerzego Brzęczka za to, że nie przywiązuje się do nazwisk tylko wystawia piłkarzy w formie. Każdy z nich zagrał najlepszy mecz w reprezentacji. Czy Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński pojadą na Euro w roli ekskluzywnych rezerwowych? Do Euro jeszcze dużo czasu, nie przesadzajmy z osądami.

Góralski podobnie jak Kamil Grosicki to zawodnik lepiej grający w kadrze niż w klubie. Walczak. Może nigdy nie pozbyć się latki przecinaka, ale w kilku akcjach imponował wbiegnięciem w pole karne i grą z piłką. Klich bardzo się rozwinął u Marcelo Bielsy i w końcu widzieliśmy, dlaczego w Leeds jest pewniakiem do pierwszego składu. To jego prostopadła piłka dało Lewandowskiemu czysta pozycje przy czerwonej kartce. Mateusz ma decydujące podanie i jest naszą dychą na Euro. Wiemy też, dlaczego Linetty zanim podpisał kontrakt z Torino był w lecie łączony z kilkoma klubami Bundesligi (Hoffenheim, Schalke, Borussia M’Gladbach, Eintracht Frankfurt) i Serie A (Fiorentina, Bologna, Cagliari Calcio). Nie boję się przyznać, że Karol Linetty był najlepszym zawodnikiem meczu.

Skrzydła i boki obrony zagrały poprawnie, walczył Kamil Jóźwiak, który od momentu debiutu we wrześniu z… Bośnią stał się pewniakiem do jedenastki na Euro. Grosickiemu zabrakło błysku, być może to nie jest zawodnik na każdy mecz. Arkadiusz Reca powrócił do jedenastki i fajnie, że graliśmy z lewym obrońcą. Zapamiętałem go z tego, że miał udział przy bramce Linettego (asysta drugiego stopnia). Tomasz Kędziora mnie nie przekonuje, ale nie popełnia wielkich błędów. Pamiętam przez lata na jego pozycji Łukasza Piszczka i ciężko będzie mi zaakceptować obrońcę Dynama Kijów. Nie ten poziom. Wojciech Szczęsny, Kamil Glik i Jan Bednarek zagrali kolejny poprawny mecz razem, a najlepiej z tego grona zagrał zawodnik Southampton F.C.
Aby zrównoważyć ocenę dodam, że przez 80 minut graliśmy z Bośnią i Hercegowiną z przewagą jednego zawodnika. To ogromna przewaga, bo przeciwnikiem była 50-ta drużyna w rankingu FIFA (jesteśmy na miejscu 19-tym), a nie wirtuozi, z której po 30 minutach zszedł najbardziej kreatywny zawodnik. To zgrupowanie nie może zmienić całkowicie hierarchii w kadrze, bo po meczu opowiadano wiele rzeczy. Liga Narodów została przedefiniowana – już nie jest poligonem na testowanie graczy pod eliminacje Mistrzostw Świata i Euro, bo z Włochami i Holandią w listopadzie mamy grać o zwycięstwo w grupie. Ja jestem zadowolony z tego, że zostaniemy w dywizji A na kolejną edycję, niezależnie od wyniku Niemców. Zakończone okienko meczowe było dla selekcjonera Brzęczka najlepsze w ponad dwuletniej kadencji. Nie można mieć za złe wykorzystywanie słabości rywali.

Giannis nie jest najlepszym wyborem dla Heat

Spotkałem się z opinią, że Pat Riley powinien ściągnąć w lecie Giannis Antetokounmpo. Albo w lecie, albo w przeszłym free agency. Oczywiście transakcja nie jest prosta do zrealizowana, bo Bucks nie chcą oddać swojego najlepszego zawodnika i stoczyć się na dno ligi, a także w grze o Giannisa jest wiele zespołów. Nieudane drugie play-offs z rzędu dla Bucks tego nie ułatwiają, a w Miami nieoczekiwanie powstał contender zdolny rywalizować o mistrzostwo.

Giannis nie przyjdzie za darmo, to nie LeBron James przychodzący po zakończeniu kontraktu do Lakers posiadających cup space. Aby sfinalizować teraz ten transfer, trzeba na szali postawić Bama Adebayo, Tylera Herro i Gorana Dragicia. Względnie Duncana Robinsona, czyli pozbyć się głębi składu, utalentowanych młodych zawodników idących w górę. Ok, gdy w grze jest MVP ligi można oddać w zasadzie wszystko, bo przychodzi ktoś wybitny, ale utrata drugiego i trzeciego najlepszego zawodnika play-offs oraz najlepszego strzelca sezonu regularnego to duża cena. Jeśli natomiast Heat chcieliby poczekać rok, to muszą sprytnie przedłużyć Gorana Dragicia, który w Finałach z uwagi na kontuzję nieobecny, ale liczy na ostatni duży kontrakt po dobrym sezonie. Do tego Jae Crowder liczy na dłuższe przedłużenie niż roczne, które chcą zaproponować mu pracodawcy. A im więcej kasy dla Dragicia tym mniejszy cup space 2021. Ale widomo – nie takich zawodników odpuszczano.

Oprócz kasy problemem jest dopasowanie, a raczej jego brak Antetokounmpo z Jimmy Butlerem. Ok, wielcy koszykarze z IQ pracusiów się dogadają i w przeciwieństwie do pary Kawhi Leonard & Paul George nie dublują pozycji, ale tyle bazują na wejściach pod kosz i atletyzmie. A brak rzutu w takim duecie wcześniej czy później będzie problemem, nawet gdy zostanie ktoś ze pary strzelców Herro&Robinson.

Dla Bucks taka paczka będzie kusząca. Oni wiedzą, że prędzej czy później stracą swojego lidera, ale przed tym spróbują jeszcze wzmocnić skład w wymianie z udziałem Khrisa Middletona i Erica Bledsoe. Adebayo to jeden z najlepszych obrońców jeden na jednego w lidze, a możliwości rzutowe Herro i Robinsona wydają się nieograniczone.

Dla Butlera lepszym dopasowaniem jest zawodnik rzucający np. Bradley Beal lub Devin Booker, za których mniejsza niż przedstawiona wyżej paczka zawodników Heat może skusić obecnych pracodawców. Z kolei dla Giannisa najlepsze featy to Stephen Curry, Damian Lillard lub James Harden. Plotki o tym ostatnim w Bucks już powstają, ale Milwaukee to nie jest organizacja płacąca dwa supermaxy. Prędzej wezmą drugi wybór Warriors i paczkę zawodników. Dzisiaj z kolei przeczytałem doniesienia o możliwym podpisaniu za rok Giannisa przez Mavericks. Mike Cuban zapłaci za niego każde pieniądze, a połączenie 21-letniego Luki Doncicia z 25-letnim Giannisem Antetokounmpo brzmi jeszcze bardziej kosmicznie niż przejście tego drugiego do Heat.