Jerry West superstar

W najlepszej lidze świata, gwiazdy mamy nie tylko na parkiecie czy na ławce trenerskiej. Mamy je także w klubowych gabinetach, a z dalszej perspektywy to czołowi właściciele, dyrektorzy czy managerowie kształtują układ ligi. Bo to, co dzieje się na boisku to jedynie efekt działań zakulisowych. Weźmy za przykład Warriors 2016. Kto bardziej przysłużył się do mistrzostwa – Kevin Durant, Steve Kerr czy Jerry West? Dołączając do zespołu 73-9 Durant położył na stół swoje legacy, poszedł na łatwiznę – takie opinie towarzyszyły mu przez trzy lata gry w Oakland. Za transferem stał Jerry West, który sprytnie wykorzystał zwiększenie salary cup, aby dodać do swojej drużyny najlepszego dostępnego zawodnika.

NBA z zasady jest sprawiedliwa. Drużyny mają do wydania tyle samo pieniędzy w ramach salary cup i mają nagrody pocieszenia w postaci szansy na wyższy wybór w drafcie. Pomijając kwestie wielkości rynków, podatków czy historii, sprawny manager jest wyróżnikiem, w którym kierunku idzie drużyna. Często o tym zapominamy i gdy na końcu Kawhi Leonard miał opcje trzy opcje:

  • powrót do Raptors i walka o obronę tytułu,
  • połączenie sił z LeBronem Jamesem i stworzenie trio z Anthony Davisem,
  • podpisanie kontraktu z Clippers.

Kawhi wybrał to ostatnie, bo Jerry West załatwił to, na czym mu zależało najbardziej. W NBA w jednej chwili wybuchły dwie bomby:

  • podpisanie umowy MVP finałów z klubem z Los Angeles i to nie tym w barwach złota i purpury,
  • do Clippers dołącza Paul George, czyli potencjalnie najlepszy fit dla Leonarda, znakomity po obu stronach parkietu.

Kawhi chciał iść po swoje, nie chciał obierać drogi Duranta, aby kwestionować jego legacy. Po transferze do Raptors udowodnił wszystkim jak bardzo Spurs zepsuli sprawę jego kontuzji. Wtedy wykorzystał to Masai Ujiri, inny czołowy manager. Leonard nie wiązał przyszłości z Raptors, ale spotkał na miejscu utalentowanych zawodników i wycisnął maksa z rocznego pobytu. W tej transakcji opłacało się to managerowi i zawodnikowi, który wtedy marzył o Los Angeles, o powrocie do Kalifornii, gdzie się wychował. Oczywiście zawsze ma znaczenie rynku w którym zawodnik gra, a także organizacja. Ponad pięć dni czekaliśmy na decyzję, bo podobno warunkiem było pozyskanie innej gwiazdy i podobno Leonard osobiście namawiał na transfer Paula George’a, który poprosił o transfer. George też wychował się w Kalifornii i marzył o grze w Lakers.

Jerry West w dwa lata pracując jako konsultant przebudował trio Chris Paul/Blake Griffin/DeAndre Jordan w duet Kawhi Leonard/Paul George i tylko w jednym sezonie przebudowy opuścił play-offy. Wcześniej w podobnej roli przekonał wspomnianego Duranta do wygrania mistrzostwa w Warriors, zbudował pierwsze play-offy dla Memphis za otrzymał nagrodę najlepszego managera w lidze, pozyskał w wymianie z Hornets Kobe Bryanta, a z rynku wolnych agentów podpisał Shaquille’a O’Neala, któremu marzyło się LA. West potrafi dawać gwiazdom to, czego chcą. Dlatego, gdy był na horyzoncie MVP, zagrał vs banque oddając sześć przyszłych wyborów w drafcie oraz dwóch zawodnikow: Shaia Gilgeousa- Alexandera i Danilo Gallinariego. Pozyskany w ten sposób Paul George oprócz powrotu do domu, zagra o tytuł. Dotychczas w barwach Pacers i Thunder najdalej dotarł (dwukrotnie) do finału konferencji. Pod wodzą Franka Vogela przegrał wtedy z drużyną LeBrona Jamesa, którzy połączyli siły w Lakers. Podtekstów meczów w sezonie regularnym (i kilku serii play-off) będzie wiele, w końcu dla jednych Kawhi Leonard uchodzi obecnie za najlepszego zawodnika ligi, a dla innych nadal jest nim Lebron James. Wszystkich w kilku ostatnich dniach przyćmił Jerry West, 81 letni superstar.

A może to RJ Barrett będzie debiutantem roku?

Zion Williamson zdominował draft i rozważania o debiutantach, nikt inny się nie liczył w wyborze numeru pierwszego, a przecież rok temu, po szkole średniej to RJ Barrett był typowany do jedynki. Sezon NCAA zmienił wszystko, niesamowita atletyczność Ziona, spektakularne akcje coast to coast i dynamiczne wsady sprawiły, że oglądaliśmy być może najlepszego zawodnika w historii NCAA. Drugiego LeBrona Jamesa, choć ten, gdy przychodził ze szkoły średniej nie imponował fizycznością. Williamson przy wzroście 201 cm wzrostu waży 129 kg i ma ciało atlety. Dominował w szkole średniej i na uniwersytecie nad rówieśnikami siłą i zwinnością, tymczasem w NBA zderzy się z fizycznością na kosmicznym poziomie. W dodatku, każdy jego krok będzie śledzić cały koszykarski świat, widać to było dzisiejszej nocy, kiedy na trybunach zasiedli LeBron James, Anthony Davis, DeMar DeRozan, Donovan Mitchell czy Floyd Mayweather. Każdy chce zobaczyć następce LeBrona Jamesa, który po rozegraniu dziewięciu minut, zszedł z kontuzją kolana. Może to drobnostka, ale trener Alvin Gentry nie chciał ryzykować. Nie możemy zatem rozstrzygnąć wyniku pojedynku dwóch kolegów z Duke i nowych gwiazd ligi. Zion w dziewięć minut zaliczył 11 punktów, ale w tym czasie był -15 na parkiecie i dał się czterokrotnie zablokować. Z kolei RJ Barrett rozegrał 25 minut notując 10 punktów na słabej skuteczności 4 z 18 rzutów.

Rywalizację Williamsona z Barrettem porównuje się do tej z 2003 kiedy LeBron James i Carmelo Anthony wchodzili do ligi. W 2014 mieliśmy z dwoma pierwszymi wyborami Andrew Wigginsa i Jabariego Parkera, jednak porównując skalę talentu i oczekiwań do faktycznej gry, para nie spełniła oczekiwań. Jeden nie został nowym Jamesem, a drugi Anthonym, a z perspektywy czasu, najlepszy w drafcie był wybrany z numerem trzecim Joel Embiid. Z kolei w 2007, gdy wybierany był Greg Oden przez Kevinem Durantem, było to dla wszystkich logiczne. W finałowym meczu rozgrywek NCAA (przegranym), Oden zanotował 25 punktów, 12 zbiórek i 4 bloki przeciwko duetowi Joakim Noah i Al Horford. Oden nie zadebiutował w pierwszym sezonie 2007/2008, gdyż przed startem był już po pierwszej operacji prawego kolana. Po rozegraniu dość przeciętnego sezonu debiutanckiego, w kolejnym kontuzjował drugie kolano kończąc w zasadzie karierę. 61 spotkań w pierwszym roku (przez lokaut sezon był skrócony), 6 meczów w play-off i 21 meczów w drugim roku. W grudniu 2009 Oden miał niespełna 22 lata (nie licząc epizodu w Heat cztery sezony później) i koniec kariery. Ogromny talent mierzący 213 cm, ważący 113 kg obecnie jest wymieniany jako największe rozczarowanie w historii draftów. Warto pamiętać tę historię spoglądając na zawodników bazujących na fizyczności. Williamson jest duży, prawdopodobnie za duży. Na uniwersytecie miał ogromną przestrzeń do gry, wielkie zainteresowanie i przewagę siły. W rywalizacji z czołowymi PF ligi będzie miał przeciwko sobie wspaniałych atletów (Anthonego Davisa, Blake`a Griffina, Draymonda Greena, LaMarcusa Aldridge`a czy Giannisa Antetokounmpo) lub zawodników, którzy wcześniej grali na trójce i będą od niego szybsi (LeBron James, Kevin Durant, Paul George). Zion będzie miał problem z wejściem do ligi – znalazłem miejsca dla siebie na parkiecie i w drużynie. Bo na jakiej pozycji ma grać? kogo kryć? W dodatku, po transferze Davisa (TUTAJ) ma zostać liderem Pelicans, a porażki i słabsze występy będą szeroko komentowane. Z kolei Barrett musi zbudować dopiero sylwetkę, ponieważ przy wzroście 201 cm waży 92 kg. Nie powinno być to aż takim problemem jak 10-20 lat temu, co pokazał przed rokiem Trae Young z Atlanty. Barrett to zawodnik ofensywny porównywany do Tracy McGradego czy DeMara DeRozana, który musi popracować nad rzutem za trzy punkty. Trafił do słabej organizacji, gdzie nie będzie miał oczekiwań w postaci zwycięstw, coś jak Young rok temu.

David Griffin w Pelicans zebrał ekscytujący zespół, który z Williamsonem na poziomie 20/10 powalczy o play-offy:

Zion (nr 1 draftu),
Jrue Holiday (czołowy defensor ligi),
E’Twaun Moore, Jahlil Okafor,
Lonzo Ball, Brandon Ingram i Josh Hart (pozyskani z wymiany Davisa),
J.J. Redick i Derrick Favors (wolni agenci)
Nicolo Melli (czołowy zawodnik Euroligi)

Jeśli się uda, Zion będzie debiutantem sezonu. Jeśli nie, być może zwycięży kręcenie efektownych cyferek w Knicks.

W oczekiwaniu na północ

Już za chwile, już za momencik poznamy pierwsze rozstrzygnięcia na rynku wolnych agentów. Plotki o losach gwiazd NBA elektryzowały nas niemal od początku sezonu – dla jednych będzie to pozostanie w obecnym zespole, dla drugich nowe wyzwania. Zwykle jednak, z wielkiej chmury, mały deszcz i niewiele mamy zmian. Fani tez nie mogą się zdecydować, z jednej strony pragną piękne kariery w jednym klubie najlepszych zawodników (Kobe Bryant), a z drugiej chcą zmian na szczycie, nowe rywalizacje. Dlatego z jednej strony fajnie, aby np. Kawhi Lenard spróbował z Raptors obronić tytuł, ale możliwość ewentualnego połączenia sil z Kyrie Irvingiem czy Kevinem Durantem, elektryzuje wszystkich. Czas Irvinga w Celtics sie skończył i mimo zapowiedzi na początku sezonu, nie podpisze on przedłużenia z Celtics. Chodziły plotki o ponownym połączeniu sil z LeBronem Jamesem, ale o ewentualnej grze w Lakers mówiło się także przy nazwiskach Leonarda, Jimmy Butlera czy Kemby Walkera. Kevin Durant mimo kontuzji, która wyeliminuje go z całego przyszłego sezonu (choć może wrócić na play-offy) nadal jest na top liście Knicks, Nets, Clippers i Warriors. Ci ostatni sporo zaryzykować kampanią odzyskajmy tytuł, na co skusił się już Klay Thompson, choć pomogło mu 190 milionów dolarów przez pięć najbliższych lat. Khris Middleton także szybko uciął plotki o nowym pracodawcy i zwiąże się na dłużej z Bucks.

Idąc dalej, podobno Irving przejdzie do Nets, a Walker do Celtics, Butler wybierze miedzy Heat a Rockets, ale żadna z tych drużyn nie ma wolnego salary cup, dlatego ich GMowie gorąco szukają partnerów do wymian. Thobias Harris wybierze miedzy Jazz i Sixers, choć w grze byli Clippers. Oni z kolei swego czasu byli w grze o każdego zawodnika, ale dzisiaj trudno im znaleźć pewniaka do podpisania w wolnej agenturze. Harris i Butler mieli za wszelka cenę przedłużyć kontrakty z Sixers, ale nie zdziwię się, że i tutaj będą wymiany na zasadach sign-and-trade. Duet Ben Simmons i Joel Embiid potrzebuje wzmocnień, co niekoniecznie oznacza wielkie nazwiska, może pójść w stronę szerszego składu, którego brakowało im w play-offs. Podobnie wygląda sytuacja Lakers, gdzie mamy fascynujący duet James/Anthony Davis oraz Kyle’a Kuzmę i także, nie wiemy czy skuiszą oni Leonarda lub Butlera, bo na wyciągniecie topowego rozgrywającego pokroju Irvinga czy Walkera wydaje się już za późno.

Jak widać, w niektórych sytuacjach wszystko wiemy, w niektórych niewiele, a w pozostałych na rozwój sytuacji czekają D’Angelo Russell, Al Horford, DeMarcus Cousins i Julius Randle. Na ich korzyść przemawia ogromna ilość pieniędzy na rynku i możliwość bycia nagroda pocieszenia, a taka sytuacje widzieliśmy w 2016. Wtedy mieliśmy wysyp nietrafionych kontraktów, które finalnie zepchnęły drużyny w nicość:

Andre Drummond 130 mln/5 lat
Nicolas Batum 120 mln/5 lat
Hassan Whiteside 98 mln/4 lata
Chandler Parsons 94 mln/4 lata
Ryan Andreson 80 mln/4 lata
Bismack Biyombo 72 mln/4 lata
Joakim Noah 72 mln/4 lata
Luol Deng 72 mln/4
Dwight Howard 70,5 mln/3 lata
Evan Turner 70 mln/4 lata
Kent Bazemore 70 mln/4 lata
Timofey Mozgov 64 mln/4 lata
Ian Mahinmi 64 mln/4 lata

Większość z tych kontraktów do dzisiaj jest niewymienialnych, a o fantazji GM zadecydowały wtedy dostępne pieniądze w ramach salary cap, które wzrosło, aż o 24,1 miliony dolarów m.in. z powodu nowej umowy telewizyjnej. Dzisiaj kluby chcą wykorzystać fakt, że wielu zawodników skończyło kontrakty, ale najlepszych nie starczy dla każdego. Na tym będą bazować zawodnicy z drugiego szeregu, którzy w normalnych warunkach nie otrzymaliby maksymalnych kontraktów. I tutaj ponownie typowani są Knicks jako organizacja, która mając ogromne pieniądze przepłaci niewłaściwych zawodników, pakując się w niewymienialne kontrakty. Dla nich chyba dawno prysły marzenia, które widzieliśmy na plakatach z Kevinem Durantem. Ale w 2010 i 2018 mieliśmy plakaty w Nowym Jorku z LeBronem Jamesem..

billboard.jpg

Trener roku 2019 Czesław Michniewicz

Mimo, że dopiero połowa roku za nami, trenerem roku 2019 zostanie Czesław Michniewicz. Zebrał on chłopaków z różnych klubów (od Chrobrego Głogów – Kamil Pestka po Fortunę Düsseldorf – Dawid Kownacki) i odpowiednio zestawił. Niby prosty przepis, jednak w ostatnich latach (oprócz oczywiście finałów u-21 w roli gospodarza w 2017 roku), brakowało nas na turniejach młodzieżowych, a w kategorii najstarszej u-21 ostatni raz graliśmy o coś (czyli w ćwierćfinale) w 1994 roku. Wtedy przegraliśmy z Portugalią (w składzie Rui Costa, Luis Figo), którą w minionym roku wyeliminowaliśmy w barażach. Przy pierwszej reprezentacji Adama Nawałki wszyscy podkreślali znaczenie meczu z Niemcami z 2014 roku. Takim właśnie meczem reprezentacji Michniewicza było zwycięstwo 20 listopada 2018 3-1 na wyjeździe w składzie:

Kamil Grabara – Robert Gumny, Mateusz Wieteska, Krystian Bielik, Kamil Pestka – Bartosz Kapustka, Filip Jagiełło (53. Konrad Michalak), Patryk Dziczek, Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański (69. Kamil Jóźwiak) – Dawid Kownacki (90+4. Karol Świderski).

Reprezentacja zdolna ale nie wybitna, nie ma w jej składzie zawodników pokroju Joao Felixa (Benfica,a Lizbona, a za chwilę Atletico Madryt), Gedsona Fernandesa (Benfica Lizbona) czy Diogo Joty (Wolverhampton), którzy występowali w barwach gospodarzy i zaistnieli w dorosłej piłce. Bartosz Kapustka (na mistrzostwa nie pojechał z powodu kontuzji kolana) i Dawid Kownacki, jedyni członkowie dorosłej reprezentacji na dużym turnieju, mogą pozazdrościć rówieśnikom doświadczenia. Zwycięstwo z Portugalią pozwoliło także zakończyć dyskusje o dwóch remisach z Wyspami Owczymi w eliminacjach, które mimo czterech punktów w meczu z Danią zepchnęły nas do baraży.

Turniej zaczął się jak zwykle – w pierwszym meczu od 16 minuty przegrywaliśmy z Belgami. Wróciły demony poprzednich turniejów i nagle stało się coś niespodziewanego. Polska nie tylko wyrównała po golu Szymona Żurkowskiego, ale także objęła prowadzenie po strzale Krystiana Bielika. Dwie asysty na swoim koncie zajmował Filip Jagiełło, trzeciego gola dorzucił Sebastian Szymański i nagle prowadziliśmy 3-1. Chwilowe rozprężenie i gol kontaktowy to było wszystko, co mogła strzelić tego dnia Belgia. Zwycięstwo w meczu otwarcia – tego nie mieliśmy od czasów Adama Nawałki na Euro 2016. W tym momencie nie było euforii, każdy doceniał zwycięstwo, ale również powtarzał, że najtrudniejsze przed nami. W kolejnych meczach gramy z najbardziej utytułowanymi reprezentacjami u-21, które wygrały historycznie 9 z 21 mistrzostw. Włosi w roli gospodarza z piłkarzami pokroju Nicolo Zaniolo, Lorenzo Pellegrini (obaj AS Roma), Federico Chiesa (Fiorentina), Moise Kean (Juventus Turyn) czy Patrick Cutrone (AC Milan) grali z polakami o awans. Wygrana w pierwszym meczu z Hiszpanią 3-1 była imponująca, wiec wystarczyło przypieczętować triumf i awansować do półfinału. A do niego trafiają zwycięscy grup i najlepsza drużyna z drugiego miejsca. Jednak 19 czerwca zapamiętamy na długo:

5-3 w strzałach na bramkę do reprezentacji Włoch
15-1 w strzałach niecelnych
10-4 w strzałach zablokowanych
10-2 w rzutach różnych 64%-36% w posiadaniu piłki

Podopieczni Czesława Michniewicza przetrwali nawałnicę, a gdy w 40 minucie po rzucie wolnym jedyną jak się okaże bramkę zdobył Krystian Bielik (drugą w turnieju) Polska oszalała. Nagle remis w ostatnim meczu gwarantuje półfinał, a także awans na Igrzyska Olimpijskie w Tokio 2020. Przed meczami, nikt o tym nie wspominał, ale skoro wygraliśmy z pogromcami Hiszpanów? Selekcjoner Michniewicz, to był drugi nurt narracji po meczu. Sprawdził się w dużym turnieju – przekonał nas taktyką, selekcją i tworzeniem atmosfery. Trzy słowa klucze, które selekcjoner ma mieć. I wreszcie przypomnienie słów Wojciecha Kowalczyka z 1992: „Zmieniamy szyld, bierzemy Romka Koseckiego i jedziemy dalej”, za te słowa dziennikarza Michała Pola po meczu u-21 z Portugalią obraził się selekcjoner Jerzy Brzęczek. Po meczu z Włochami wielu kibiców i dziennikarzy zastanawiało się, czy wobec braku stylu pierwszej reprezentacji nie dobrać kilku starszych (Robert Lewandowski) i znacząco odmłodzić kadrę. Pompowanie balonika trwało trzy dni, a przed samym meczem narracja brzmiała tak, że Hiszpania ma kapitalną pomoc, ale brakuje u nich napastnika i dobrych obrońców. Wystarczy ich zaatakować, a nie postawić autobus przed polem karnym. Plan jak wiadomo nie wypalił, a bramki zdobywali kolejno Pablo Fornals (Villareal), Mikel Oyarzabal (Real Sociedad), Fabian Ruiz (Napoli), Daniel Ceballos (Real Madryt) i Borja Mayoral (Levante). Do przerwy straciliśmy trzy bramki, ostatecznie kończąc mecz wynikiem 0-5. Byśmy zdecydowanie słabsi, ale po meczu (o dziwo), nie było medialnego wyroku. Kadra u-21 osiągnęła wynik ponad oczekiwania, ponad stan kadrowy. Sześć punktów w trzech meczach zwykle dawało awans z grupy, nam dało trzecie miejsce. Zwycięstwa tej reprezentacji z Danią, Portugalią, Belgią i Włochami w każdej kategorii wiekowej budzą szacunek, a w pierwszej reprezentacji byłyby niemożliwe.

Wszyscy oczekujemy kontynuacji pracy Czesława Michniewicza z reprezentacją u-21, tym bardziej, że z kadrą zostają m.in. Kamil Grabara, Robert Gumny, Krystian Bielik, Sebastian Szymański, Kamil Pestka, Patryk Dziczek i Kamil Jóźwiak. Zaskakująco dużo zawodników obecnej kadry u-21, doświadczonych w turnieju mistrzowskim plus choćby Sebastian Walukiewicz i jego koledzy z reprezentacji u-20 powinno zaprocentować na mistrzostwach za dwa lata organizowanych przez Węgry i Słowenię. Oczekujemy także włączenia kilku zawodników do szerokiej kadry Jerzego Brzęczka i wzmocnienia rywalizacji. Niech doświadczeni Kamil Glik. Kamil Grosicki czy Grzegorz Krychowiak czują oddech młodzieży na plecach i wiedzą, że nie ma miejsca w składzie za nazwisko. Dzisiaj nie jesteśmy gotowi na duże zmiany, ale w dłuższej perspektywie to Bielik, Szymański i Żurkowski będą trzonem kadry.

AD z LBJ

Jeszcze nie milkną podsumowania finałów NBA, a mamy wielka bombę w NBA. W wymianie do Los Angeles Lakers przejdzie Anthony Davis:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Lakers udało się zatrzymać Kyle Kuzmę, czyli nie oddawać wszystkich młodych zawodników w wymianie, która zmieni układ ligi. Oczywiście, Lakers oddają wiele, ale Pelicans przed najbliższym draftem maja pewność, że zbudują sobie zespól wokół Ziona Williamsona. Ball, Holiday, Ingram, Williamson i Julius Randle – tak będzie wyglądać pierwsza piatka Pelicans, a dodatkowo w wolnej agenturze mogą pozyskać środkowego (DeMarcus Cousins, DeAndre Jordan), który zechce z bliska zobaczyć nowego LeBrona Jamesa. Niewykluczone także, że Pelicans będą handlować swoim pickiem, aby skrócić czas budowy drużyny na playoffy.

Podpisanie we wrześniu umowy Anthony Davisa z agencją Richa Paula, przyjacielem LeBrona Jamesa miało ich połączyć wcześniej. Niestety Magic Johnson zaprzepaścił sezon Jamesa w prime i nie zbudował zespołu na play-offs mając wielkie możliwości – miasto, historie i utalentowanych zawodników w wymianie. Lakers w ramach nagrody pocieszenia otrzymali wysoki pick, który przeważył w ostatecznej wymianie. W grze liczyli się podobno Celtics, ale Danny Ainge po deklaracji Kyrie Irvinga, który odmówił podpisania opcji zawodnika, nie zdecydował się oddać Jaysona Tatuma. To z kolei pokazuje słabość poprzedniego GMa Pelicans Della Dempsa, ktory do końca wierzył w obietnice Ainge`a.

To oczywiście nie koniec zmian, bo Lakers zdecydowanie pójdą w wolnej agenturze po rozgrywającego, choćby Kembe Walkera. Lakers mogą mieć w lecie maksymalnie 32,5 mln $, nieporównywalnie do Hornets, którzy mogą swojemu liderowi zaproponować umowę 221,3$ na 5 lat. Walker podpisując najwyższy kontakt w lidze straciłby szanse na mistrzostwo, zostając w klubie w którym zalewie dwa razy na osiem sezonów grał w play-offs (Davis dwa na siedem sezonów).

Ta wymiana oznacza, że LeBron James po sezonie upokorzeń wraca tam, gdzie jego miejsce. Bo jeśli brakowało nam czegoś w obecnych play-off to jego obecności. Pomoże mu w tym Davis – pierwszy pick drafu 2012, najlepszy debiutant, trzykrotnie nominowany do pierwszej piątki ligi i najlepszych obrońców.

Srebrne pokolenie zaczyna turniej

Każda impreza piłkarska zaczyna się od szlagieru, wtedy wzrasta zainteresowanie, a jeśli przy okazji szlagier okaże się perełką, impreza nabiera tempa i mówią o niej wszyscy. Podczas ostatniego mundialu takim meczem było spotkanie Portugalii z Hiszpanią zakończone wynikiem 3-3 (TUTAJ). Mecz numer cztery jeśli przyjmiemy porządek chronologiczny, sprawił, ze turniej nabrał tempa. Nikogo nie interesowały wcześniejsze zwycięstwa Rosji z Arabią Saudyjską 5-0, Urugwaju z Egiptem 1-0 czy Iranu z Maroko 1-0, liczyły się dramaturgia i

Dzisiaj turniej Copa America zaczynają reprezentacje Argentyny z Kolumbia, czyli dwóch faworytów rozpoczętego wczoraj turnieju. Przy okazji Argentyny pojawia się nazwisko Leo Messiego i jak zawsze, cały piłkarski ślad będzie sprawdzać drogę Argentyny do pierwszego od 1993 (!) mistrzostwa kontynentu. Co ciekawe, w poprzednich pięciu edycjach Argentyna czterokrotnie przegrywała w finale, w tym trzykrotnie po rzutach karnych. Ale o przegranych się nie pamięta.

Tym bardziej, że zwycięstwo Portugalii w Lidze Narodów (TUTAJ), to kolejny argument dla zwolenników talentu Cristiano Ronaldo w dyskusji, który z nadludzi jest lepszy. Leo Messi nic nie wygrał z reprezentacja – głoszą nie tylko zwolennicy piłkarza Juventusu, ale także Brazylijczycy (Pele, Ronaldo) czy nawet rodacy, wspominając boskiego Diego Maradonę. Messi musi wygrać, takie z kolei zdanie słyszymy przed każdymi rozgrywkami od ligowych po reprezentacyjne, bo wygrywać powinni najlepsi. Dzisiaj Messiemu mają ponownie pomóc m.in. Sergio Agüero i Ángel Di María, czyli niespełnione pokolenie. Bo Argentyna mimo wielkich zawodników nie wygrywa wielkich turniejów, dlatego zamiast niespełnionego można nazwać ich srebrnym pokoleniem.

Rozpoczęte mistrzostwa Ameryki Południowej to topowa impreza, choć przez nas głownie z uwagi na porę spotkań traktowana jako impreza drugiej kategorii. Niezasłużenie, bo oprócz dzisiejszych faworytów turnieju zobaczymy m.in. Brazylię, Urugwaj czy obrońców trofeum – triumfatorów z 2015 i 2016 reprezentacje Chile. Stawkę 10 drużyn uzupełniają Japonia i Katar, co nie powinno dziwić, bo w futbolu wygrywają pieniądze. W poprzednich edycjach najczęstszymi gośćmi były reprezentacje Meksyku (10x), Kostaryka (5x) i USA (4x), a w przyszłym roku władze CONMEBOL zaprosili Australię i USA.

Nienasycony CR7

Parafrazując tytuł książki Pawła Wilkowicza, Cristiano Ronaldo do swojej bogatej kolekcji trofeów dołożył kolejne – triumf w pierwszej edycji Ligi Narodów. Fascynuje mnie jego mobilizacja w najważniejszych meczach, gotowość do poświęceń i ciągły głód. Jego legendarna rywalizacja z Leo Messim weszła na poziom niespotykany, a w tym sezonie Portugalczyk dołożył triumf w Serie A i wspomnianą Ligę Narodów. Oczywiście zdarzają się piłkarze, którzy kolekcjonują trofea, nigdy nie zapomnę Christiana Karembeu – mistrza świata (1998), europy (2000) i dwukrotnego zwycięzcy Ligi Mistrzów (1998, 2000), ale Cristiano Ronaldo za każdym razem ma w nich ogromny udział, a w obecnej edycji, w półfinale Ligi Narodów strzelił hat-tricka. Triumf Portugalii nie jest zaskoczeniem, do najlepszej czwórki awansowały ponadto drużyny (zwycięscy grup): Anglia, Szwajcaria i Holandia. Z uwagi na brak choćby mistrzów (Francja) czy wicemistrzów świata (Chorwacja), w turnieju triumfował aktualny Mistrz Europy. Zresztą selekcjoner reprezentacji Portugalii Fernando Santosa umiejętnie wprowadza nowe twarze do jedenastki, która dzisiaj wygląda imponująco:

Rui Patricio – Nelson Semedo, Ruben Dias, Jose Fonte, Raphael Guerreiro – Danilo Pereira, William Carvalho (93 Ruben Neves), Bruno Fernandes (81 Joao Moutinho) – Cristiano Ronaldo, Goncalo Guedes (75 Rafa Silva), Bernardo Silva.

W porównaniu do jedenastki z finału Mistrzostw Europy brakuje mi.n. utytułowanego duetu Nani, Ricardo Quaresma, których zastąpili strzelec bramki Goncalo Guedes oraz najlepszy obecnie rozgrywający świata Bernardo Silva. Kolejne złote pokolenie, w przeciwieństwie do poprzednich (np. Luis Figo, Pauleta, Rui Costa czy Deco byli jedynie wicemistrzem Europy 2004) jest zwycięskie, a z tak grającym kapitanem są w stanie osiągnąć sukces podczas przyszłorocznych Mistrzostw Europy. Bo Cristiano Ronaldo mimo 34 lat na karku nadal jest nienasycony.