Polecane

7 ostatnich wpisów

PIŁKA NOŻNA

  1. Arkadiusz Milik na uboczu, a Osimhen z Lozano demolują Atalantę
  2. Brzęczek triumfuje z Bośnią, naród bije brawo, a Polska liderem grupy
  3. Euforia po remisie z Włochami, ale czy zmieniło się aż tyle?
  4. Przegląd kadry podczas meczu z Finlandią na piątkę (5-1), a indywidualnie najlepszy (znowu) Grosicki

KOSZYKÓWKA

  1. Giannis nie jest najlepszym wyborem dla Heat
  2. Legacy LeBrona Jamesa, edycja 2020

INNE

  1. Zimny prysznic Mateusza Gamrota, czyli idzie ścieżką Jana Błachowicza

Brzęczek triumfuje z Bośnią, naród bije brawo, a Polska liderem grupy

To, co napisałem w temacie to najkrótsze podsumowanie meczu. Remis Włochów z Holandią przy drugim zwycięstwie Polski z najsłabszym zespołem w grupie, dał nam pierwsze miejsce po czterech kolejkach. Selekcjoner zapytany czy jest zadowolony odpowiedział, że jest. A z tym zadowoleniem bywało różnie, bo wcześniej był zadowolony po słabych meczach, a następnie po fali krytyki nie chciał odpowiadać na te pytanie. Trzeba przyznać, że Jerzy Brzęczek trafił z selekcją, szczególnie w pomocy. Polska potrafiła stwarzać sytuację i zamykać rywali w swoim polu karnym. Nie było momentów jak z Włochami (TUTAJ), były długie minuty, wymiany podań w polu karnym (nawet piętkami) i sporo sytuacji.

Bośnia zaatakowała od początku, niczym Włosi. To niestety jest dobry sposób na naszą kadrę i mieliśmy trochę szczecią, bo wszystko zmieniło się w 14 minucie, gdy wychodzący sam na sam z bramkarzem Robert Lewandowski został faulowany. Czerwona kartka, trochę na wyrost (bo równie dobrze można było dać żółtą) ustawiła mecz. I nie ma się co czarować, że było inaczej. A gdy w 33 minucie zszedł z kontuzją drugi najlepszy piłkarz rywali Pjanić, było po zawodach. Wiadomo, można było bić w mur, ale my mamy Lewandowskiego, mamy Grosickiego i młodzież. Nasz kapitan na początku meczu raził nieskutecznością i śmiało można napisać, że zabrał asystę Jackowi Góralskiemu. Przebudził się chwilę później, gdy jak taran wbiegł w pole karne i zagarnął piłkę od Kamila Jóźwiaka. Druga bramka tuż przed przerwą to znakomita asysta Lewego do Linettego. Ten luz, ta technika, kibice we Wrocławiu widzieli najlepsza wersję naszego kapitana, który w ostatnich latach z różnych przyczyn nie występował na stadionie Śląska, a strzelone bramki były pierwsze na Stadionie Miejskim. A gdy po przerwie podwyższył po podaniu Mateusza Klicha, było po meczu. Choć prawdę mówiąc – po meczu było w 57 minucie, gdy zawodnik Bayernu zszedł z boiska, zmieniony przez Arkadiusza Milika. Bez Lewego nie ma grania i ciężko się patrzyło na atak biało czerwonych. Chciałem, aby sędzia skończył ten mecz szybciej, ale jeśli mieliśmy zostać liderem grupy, trzeba było go oglądać do 93 minuty.

Poza Lewandowskim znakomicie zagrał środek pola – Linetty i Klich zaliczyli asystę, a Góralskiego z niej okradziono. Brawo dla Jerzego Brzęczka za to, że nie przywiązuje się do nazwisk tylko wystawia piłkarzy w formie. Każdy z nich zagrał najlepszy mecz w reprezentacji. Czy Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński pojadą na Euro w roli ekskluzywnych rezerwowych? Do Euro jeszcze dużo czasu, nie przesadzajmy z osądami.

Góralski podobnie jak Kamil Grosicki to zawodnik lepiej grający w kadrze niż w klubie. Walczak. Może nigdy nie pozbyć się latki przecinaka, ale w kilku akcjach imponował wbiegnięciem w pole karne i grą z piłką. Klich bardzo się rozwinął u Marcelo Bielsy i w końcu widzieliśmy, dlaczego w Leeds jest pewniakiem do pierwszego składu. To jego prostopadła piłka dało Lewandowskiemu czysta pozycje przy czerwonej kartce. Mateusz ma decydujące podanie i jest naszą dychą na Euro. Wiemy też, dlaczego Linetty zanim podpisał kontrakt z Torino był w lecie łączony z kilkoma klubami Bundesligi (Hoffenheim, Schalke, Borussia M’Gladbach, Eintracht Frankfurt) i Serie A (Fiorentina, Bologna, Cagliari Calcio). Nie boję się przyznać, że Karol Linetty był najlepszym zawodnikiem meczu.

Skrzydła i boki obrony zagrały poprawnie, walczył Kamil Jóźwiak, który od momentu debiutu we wrześniu z… Bośnią stał się pewniakiem do jedenastki na Euro. Grosickiemu zabrakło błysku, być może to nie jest zawodnik na każdy mecz. Arkadiusz Reca powrócił do jedenastki i fajnie, że graliśmy z lewym obrońcą. Zapamiętałem go z tego, że miał udział przy bramce Linettego (asysta drugiego stopnia). Tomasz Kędziora mnie nie przekonuje, ale nie popełnia wielkich błędów. Pamiętam przez lata na jego pozycji Łukasza Piszczka i ciężko będzie mi zaakceptować obrońcę Dynama Kijów. Nie ten poziom. Wojciech Szczęsny, Kamil Glik i Jan Bednarek zagrali kolejny poprawny mecz razem, a najlepiej z tego grona zagrał zawodnik Southampton F.C.
Aby zrównoważyć ocenę dodam, że przez 80 minut graliśmy z Bośnią i Hercegowiną z przewagą jednego zawodnika. To ogromna przewaga, bo przeciwnikiem była 50-ta drużyna w rankingu FIFA (jesteśmy na miejscu 19-tym), a nie wirtuozi, z której po 30 minutach zszedł najbardziej kreatywny zawodnik. To zgrupowanie nie może zmienić całkowicie hierarchii w kadrze, bo po meczu opowiadano wiele rzeczy. Liga Narodów została przedefiniowana – już nie jest poligonem na testowanie graczy pod eliminacje Mistrzostw Świata i Euro, bo z Włochami i Holandią w listopadzie mamy grać o zwycięstwo w grupie. Ja jestem zadowolony z tego, że zostaniemy w dywizji A na kolejną edycję, niezależnie od wyniku Niemców. Zakończone okienko meczowe było dla selekcjonera Brzęczka najlepsze w ponad dwuletniej kadencji. Nie można mieć za złe wykorzystywanie słabości rywali.

Giannis nie jest najlepszym wyborem dla Heat

Spotkałem się z opinią, że Pat Riley powinien ściągnąć w lecie Giannis Antetokounmpo. Albo w lecie, albo w przeszłym free agency. Oczywiście transakcja nie jest prosta do zrealizowana, bo Bucks nie chcą oddać swojego najlepszego zawodnika i stoczyć się na dno ligi, a także w grze o Giannisa jest wiele zespołów. Nieudane drugie play-offs z rzędu dla Bucks tego nie ułatwiają, a w Miami nieoczekiwanie powstał contender zdolny rywalizować o mistrzostwo.

Giannis nie przyjdzie za darmo, to nie LeBron James przychodzący po zakończeniu kontraktu do Lakers posiadających cup space. Aby sfinalizować teraz ten transfer, trzeba na szali postawić Bama Adebayo, Tylera Herro i Gorana Dragicia. Względnie Duncana Robinsona, czyli pozbyć się głębi składu, utalentowanych młodych zawodników idących w górę. Ok, gdy w grze jest MVP ligi można oddać w zasadzie wszystko, bo przychodzi ktoś wybitny, ale utrata drugiego i trzeciego najlepszego zawodnika play-offs oraz najlepszego strzelca sezonu regularnego to duża cena. Jeśli natomiast Heat chcieliby poczekać rok, to muszą sprytnie przedłużyć Gorana Dragicia, który w Finałach z uwagi na kontuzję nieobecny, ale liczy na ostatni duży kontrakt po dobrym sezonie. Do tego Jae Crowder liczy na dłuższe przedłużenie niż roczne, które chcą zaproponować mu pracodawcy. A im więcej kasy dla Dragicia tym mniejszy cup space 2021. Ale widomo – nie takich zawodników odpuszczano.

Oprócz kasy problemem jest dopasowanie, a raczej jego brak Antetokounmpo z Jimmy Butlerem. Ok, wielcy koszykarze z IQ pracusiów się dogadają i w przeciwieństwie do pary Kawhi Leonard & Paul George nie dublują pozycji, ale tyle bazują na wejściach pod kosz i atletyzmie. A brak rzutu w takim duecie wcześniej czy później będzie problemem, nawet gdy zostanie ktoś ze pary strzelców Herro&Robinson.

Dla Bucks taka paczka będzie kusząca. Oni wiedzą, że prędzej czy później stracą swojego lidera, ale przed tym spróbują jeszcze wzmocnić skład w wymianie z udziałem Khrisa Middletona i Erica Bledsoe. Adebayo to jeden z najlepszych obrońców jeden na jednego w lidze, a możliwości rzutowe Herro i Robinsona wydają się nieograniczone.

Dla Butlera lepszym dopasowaniem jest zawodnik rzucający np. Bradley Beal lub Devin Booker, za których mniejsza niż przedstawiona wyżej paczka zawodników Heat może skusić obecnych pracodawców. Z kolei dla Giannisa najlepsze featy to Stephen Curry, Damian Lillard lub James Harden. Plotki o tym ostatnim w Bucks już powstają, ale Milwaukee to nie jest organizacja płacąca dwa supermaxy. Prędzej wezmą drugi wybór Warriors i paczkę zawodników. Dzisiaj z kolei przeczytałem doniesienia o możliwym podpisaniu za rok Giannisa przez Mavericks. Mike Cuban zapłaci za niego każde pieniądze, a połączenie 21-letniego Luki Doncicia z 25-letnim Giannisem Antetokounmpo brzmi jeszcze bardziej kosmicznie niż przejście tego drugiego do Heat.

Legacy LeBrona Jamesa, edycja 2020

Co roku można podsumowywać to, co osiągnął LeBron James na parkietach NBA. Gdy skończył się poprzedni sezon, wypominano wiek zawodnika i brak awansu do play-offs, który zawodnikowi tego formatu nie powinien się zdarzyć. Bo Michael Jordan w jego wieku zdobywał mistrzostwo. Argument o czwartym miejscu Lakers w chwili, gdy złapał kontuzje pachwiny praktycznie nie istniał.. Jamesowi do Jordana brakowało coraz więcej, bo od 2016, gdy zdobył mistrzostwo z Cavaliers ścigał się jedynie z legendą. Pierwsze miejsce w sezonie regularnym na zachodzie także brano z przymrużeniem oka. Bo przecież i tak Lakers przegrają z Clippers playoffs. Do tego wyemitowany w lockdownie dokument Last dance okazał się argumentem tych za Michaelem. Bo w rywalizacji o GOATa (Greatest of all time) nie można być w dwóch obozach.

LeBron zdobył czwarte mistrzostwo w wieku 35 lat, otrzymał czwarty tytuł MVP finałów i to w trzeciej drużynie. Tego nie osiągnął nikt przed nim i nikt tak długo nie utrzymywał się na szczycie. W ostatnich dziesięciu latach tylko raz nie był w finale (pachwina 2019), a licząc także 2007, to był jego dziesiąty finał NBA. Totalną dominację widać także po w średnich w finałach: 29.8 pkt., 11.8 zb., 8.5 as.

Pięć porażek Lakers, które ponieśli w tych play-offs to tyle samo co Milwaukee Bucks, o jedną mniej niż Los Angeles Clippers i dwie od Houston Rockets. Tylko, że tamte drużyny odpadły w półfinałach konferencji i stoją przed wielkim pytaniem co dalej, jeśli chodzi o skład i trenera (Doc Rivers został już zwolniony, a Mike D’Antoni nie przedłużył kontraktu). W Lakers nikogo nie zwalniają, jest znakomita chemia a najlepszy duet zawodników w NBA poszedł w górę w play-offs grając coraz lepiej w każdej z rund. Dzisiaj w tradycyjnej dyskusji o miano najlepszego zawodnika nie są Giannis Antetokounmpo, Kawhi Leonard czy James Harden, jest LeBron James, jak (niemal) co roku po zakończeniu sezonu i wydaje się, że zaraz za nim jest Anthony Davis. Duet idealnie dopasowany, w przeciwieństwie do SF Bucks, SF Clippers i SG Rockets. Atak, obrona, wchodzenie w rolę rozgrywających, punktujących, zbierających, trafiających decydujące rzuty niezależnie czy wejściami ja kosz czy trójkami. W hali The Arena na Florydzie długo po drugim meczu z Denver utrzymywało się echo po krzyku „Kobe”, gdy Davis trafił świetnego buzzer za trzy punkty.

Legacy LeBrona nie ucierpi z powodu tak znakomitego partnera jak Davisa, paradoksalnie raczej wzmocni. Davis wydaje się najlepszym z wielu „giermków” LeBrona, przy całej sympatii do Dwyane`a Wade’a, bo to podkoszowy Lakers będzie w przyszłym sezonie będzie liderem w sezonie regularnym i może nawet pójdzie po MVP. Zaufanie do partnerów to jedno z kluczowych cech wielkich zawodników, oni wiedzą, że nie można wszystkiego zrobić samemu, a legacy Jamesa zapamiętamy także dzięki rzutowi Raya Allena w szóstym meczu finałowym 2013. Do tego grona mógł dołączyć Danny Green, ale nie trafił decydującego rzutu w meczu numer pięć. W ostatnim meczu serii nie było dramatycznie, było dominująco i jednostronnie. Po dwóch kwartach był wynik 64-36 a LeBron miał 11 punktów, 9 zbiorem i 6 asyst. Skoro nie trafiał Green, wykreowany został Kentavious Caldwell-Pope z 15 punktami do przerwy z czego 11 w drugiej kwarcie. KCP to zawodnik jakich jest wielu w tej lidze, niespelniony wysoki (8) wybór w drafcie i średnio 10 punktów w meczu. Jeśli będzie padał argument, że James miał Davisa warto wspomnieć kto był trzecim najlepszym zawodnikiem Lakers tej serii. Do tego choćby Rajon Rondo, który po odejściu z Celtics zmieniał pracodawcę co roku, a Lakers zostali jego piątym klubem. To on zaliczył 16 punktów i 10 asyst w meczu numer dwa finałów. 10 punktów w pierwszym meczu rzucił nie wybrany w drafcie Alex Caruso, a po 19 w trzecim Markieff Morris i Kyle Kuzma. To jest właśnie legacy LeBrona, umiejętność wykorzystywania nieoczywistych zawodników w najważniejszych momentach. Jak Dwight Howard zmieniający niczym Rondo kluby – on już był w Lakers a potem zagrał w Rockets, Hawks, Hornets i Wizards. W klubie ze stolicy rozegrał w poprzednim sezonie dziewięć meczów. To on zdobył 12 punktów i 11 zbiórek w meczu numer cztery finałów konferencji, świetnie grając przeciwko najlepszemu środkowemu ligi Nikoli Jokiciu, gdy mecz wcześniej Lakers przegrali. Ale znajdą się i tacy którzy z czasem powiedzą ze LeBron miał Howarda i Rondo. Weteranów mających 34 lata, dawno za górką, którzy byli w stanie podporządkować się roli rezerwowych.

Bo zagrać z LeBronem chce i będzie chciał zgrać każdy. Być w środku, poczuć magię Króla, który niezmiennie od lat gra najlepiej w najważniejszych meczach. 35-letni LeBron to w tym sezonie najlepszy asystent ligi, który kreuje partnerów i uzupełnia ich CV o pas mistrzowski. Davis już go ma, Howard zdobył w końcu mistrzostwo, choć wydawało się, że zdobędzie go razem z 35-letnim Kobe Bryantem lub All-NBA Jamesem Hardenem. Kto następny? Może ktoś z grona Chris Paul, Carmelo Anthony, LaMarcus Aldridge, DeMar DeRozan, Paul Millsap. Skoro w Cleveland pojawili się Shaquille O’Neal, Ben Wallace, Antawn Jamison, w Heat Ray Allen, Mike Bibby i Rashard Lewis, ponownie w Cleveland Derrick Rose, Derron Williams i Richard Jefferson, to dlaczego mamy nie zobaczyć kolejnych gwiazd? Bo to także jest legacy LeBrona Jamesa.

Euforia po remisie z Włochami, ale czy zmieniło się aż tyle?

Remis z Włochami wywołał euforię w narodzie. Jerzy Brzęczek z dnia na dzień stał się reformatorem, który wodę zamienia w wino, a kadrowiczów odkrywa w nowych rolach. Największe brawa za postawienie na Jakuba Modera i Sebastiana Walukiewicza, choć gwoli prawdy było to wymuszone koronawirusem Piotra Zielińskiego i pauzą za kartki Jana Bednarka. Ale to nie ważne, zdobywamy punkty z silnym rywalem, nie tracimy bramki. Mamy momenty.

Dzień po meczu, schodząc na ziemię zastanawiam się czy na pewno mieliśmy momenty. Czy po prostu zaparkowaliśmy autobus na tyle szczelnie, że nie zostawiliśmy za dużo miejsca. Albo mieliśmy wiele szczęścia przy strzale Frederico Chiesy w czwartej minucie. Pomoc była nastawiona na defensywę – Mateusz Klich, wspomniany Moder i Grzegorz Krychowiak to nie są wirtuozi rozegrania, do tego jeden napastnik. Lewandowski był najsłabszy w naszej drużynie,walczył z dwoma rywalami, ale zupełnie sobie z tym nie poradził, nawet nie oddał strzału. A gdy selekcjoner dorzucił Arkadiusz Milika nie zrobiło się nagle dla niego więcej miejsca. Lewy zszedł pod koniec meczu z kontuzją kostki – to niecodzienny widok, gdy kapitan reprezentacji jest zmieniany. To na pewno nie jest znak czasów, ale można się zastanawiać jak to możliwe, że zawodnik wielkiej klasy wraca do skuteczności z ery Waldemara Fornalika, a nie Adama Nawałki, gdy zdobywał gole seriami.

Brzęczek znowu wystawił Bereszyńskiego na lewej stronie i naród to kupił. Bo zero z tyłu. Fabiański za Szczęsnego? Ale zero z tyłu. Gdy z Holandią było jeden z tyłu, zwracaliśmy na to uwagę. Dzisiaj jest euforia. Słuchając ekspertów mam wrażenie, że 5-1 padło z Włochami a nie Finlandią. Niestety na szczelnej obronie i nowych twarzach chwalenie się kończy.

Niewidoczny Lewandowski oznacza praktycznie brak zagrożenia pod bramką rywali, bohater meczu z Finlandią Kamil Grosicki zameldował się dopiero po przerwie, podobnie jak lewy obrońca Michał Karbownik, który grał do przodu. W pomocy brakowało kreatywności. Wybijał się Moder, najlepszy obok Marco Verrattiego zawodnik meczu, ale głównie za defensywę i podejmowane decyzje. Gdy wchodził Grosicki, selekcjoner zdjął lepszego skrzydłowego Sebastiana Szymańskiego, a nie Kamila Jóźwiaka. Gdy schodził Lewandowski, postanowił się bronić za sprawą Karola Linettego. Notabene bardzo dobra zmiana jego i Karbownika, ale to także budzi pytania, czy musimy wystawiać Krychowiaka. Jestem zwolennikiem zmian, zaprzestaniem gry za dokonania i widzę w hierarchii wyżej zawodnika Torino FC.

Za chwilę Bośnia i Hercegowina. Ostatnio z nią wygraliśmy (Tutaj wpis) po golach Grosickiego i Glika – starej gwardii, która wtedy odrobiła jednobramkową stratę. Przed tamtym meczem zastanawialiśmy się czy Zbigniew Boniek powinien zwolnić Brzęczka, dzisiaj nosimy tego drugiego na rękach. Czy naprawdę zmieniło się aż tyle?