Polecane

7 ostatnich wpisów

KOSZYKÓWKA

  1. Śląsk basket #22: siedem trafionych trójek w drugiej kwarcie, czyli Śląsk zaczyna rundę rewanżową od zwycięstwa w Radomiu #plkpl
  2. [podcast] Podsumowanie 2019 roku w NBA
  3. Śląsk basket #21: Połówka Śląska za nami
  4. Wczesne wybory do All-Star 2020

PIŁKA NOŻNA

  1. Dziesiątka najlepszych piłkarzy 2019
  2. Haaland w BVB, czyli (znowu) w Dortmundzie znakomicie pracują nad transferami

INNE

  1. Zmarzlik czy Lewandowski sportowcem roku 2019? A może.. Fajdek?

Śląsk basket #21: Połówka Śląska za nami

Po rozegraniu 15 spotkań w Energa Basket Lidze mamy pełny przegląd drużyn – wiemy kto będzie grał o najwyższe lokaty, kto zawodzi i mamy gotowy materiał do analiz. Śląsk po powrocie do ekstraklasy grał nierówno, po pierwszym meczu zwycięskim u siebie trzy raz przegrał, gdy wreszcie zwycięży (i to dwa razy), nastąpiła passa czterech porażek z rzędu i zmiana trenera. Bilans 6-9 dla beniaminka, który nie wszedł sportowo do ekstraklasy jest dobry, ale potencjał miasta Wrocław oraz kadrowicze sprawiają, że pozycja powinna być wyższa.

Analizując mecze u siebie i na wyjeździe mamy sporą różnice – u siebie Śląsk zwyciężył dwukrotnie, notując pomiędzy pierwszym i ostatnim zwycięstwem serię sześciu kolejnych porażek. Po pierwszym jak się okaże popisowym meczu sezonu z Hydrotruckiem Radom, Śląsk przegrywał nie tylko z potentatami, ale także z GTK Gliwice. Dodatkowo właśnie mecz z GTK powinien być zwycięski, a przez trzy kwarty był to najsłabszy mecz sezonu, w pewnym momencie goście prowadzili 62-80 (TUTAJ). W ostatniej akcji był przegrany mecz z Asseco Arką Gdynia (TUTAJ) i jedynie ostatni mecz u siebie z Enea Astorią Bydgoszcz był wygrany w ostatniej akcji i zaraz przerwał fatalną serię. Z kolei na wyjeździe wyglądaliśmy dużo lepiej (4-3), wygrywaliśmy przekonywająco z Polpharmą Starogard Gdański, BM Stalą Ostrów Wielkopolski i Legią Warszawa, chociaż te zespoły są niżej w tabeli. Szkoda przegranej w drugiej kolejce z MKS Dąbrowa Górnicza, bo porażki czterema punktami można było uniknąć i wejść w sezon od dwóch zwycięstw.

Pozytywnie należy ocenić pracę nowego trenera, który sporo zmienił w grze Śląska i notuje bilans 3-3. Przede wszystkim więcej oddajemy rzutów za trzy punkty, uwolnił talent Devoe Josepha i w ostatnim meczu Danny Gibsona. Nieporównywalnie lepiej gra także Michael Humphrey`a, który gra dwa razy więcej minut u trenera Olivera Vidina i jest pod każdym względem lepszy, co pokazuje wskaźnik PER-36:

Humphrey u Vidina per 36 – 18 pkt., 9,7 zb., 61% z gry, 50% za trzy, 2 bl., 0,9 prz.
Humphrey u Adamka per 36 – 13,1 pkt., 6,5 zb., 50% z gry, 25% za trzy, 1,3 bl., 0,7 prz.

Śląsk ma potencjał bycia w ósemce, ale musi zacząć wygrywać także z wyżej rozstawionymi zespołami – ponownie z Hydrotruckiem oraz powalczyć z Kingiem, Treflem czy Asseco. Z dwoma ostatnimi gra na wyjeździe, ale skoro w ostatnim meczu pierwszej rundy bez Macieja Wojciechowskiego walczył do końca z najlepszą drużyną rozgrywek Stelmetem Zielona Góra, to także w trójmieście powinien choć raz przyjechać z tarczą. Trzeba odrabiać straty z pierwszej rundy, bo skoro przeciwnicy sześć na osiem spotkań wygrywali w hali Orbita, należy odrobić stratę na wyjeździe. Podobnie mają się mecze z GTK i MKS, które także należy wygrać. Trudne zadanie przed Śląskiem, ale dziewiąte miejsce i zaledwie jeden mecz straty do ósmego Kinga Szczecin, wcale nie oznacza zadania niemożliwego.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #20: popis ataku i obrony Śląska, z Warszawy z tarczą #plkpl

Śląsk basket #19: Śląsk z Legią po prostu musi wygrać – krótka zapowiedź

Śląsk basket #18: Dwie statystyki Danny Gibsona, czyli dajmy szansę Musiałowi

Śląsk basket #17: Gabiński z Dziewą, Chrabascz z Humphreyem czy może small ball z Wojciechowskim w roli silnego skrzydłowego, czyli jak zestawić podkoszowych #plkpl

Śląsk basket #16: Jak Łączka wypada z obecnymi kolegami na parkiecie #plkpl

 

Zmarzlik czy Lewandowski sportowcem roku 2019? A może.. Fajdek?

Bartosz Zmarzlik został sportowcem roku 2019 i.. rozpętała się gównoburza. Obozy są dwa:

  1. Przecież Zmarzlik to mistrz świata, a Lewandowski zaledwie mistrz Niemiec.
  2. Lewandowski jest czołowym piłkarzem świata w najpopularniejszej dyscyplinie, a nie w takiej, która interesują się cztery kraje.

Nie jest łatwo porównywać sportowców z zupełnie innej bajki, ba nawet z tej samej jest trudno, przecież od lat mamy dylemat kto w bramce Szczęsny czy Fabiański. Ale dzisiejszy wybór uznaję za nietrafiony. Oczywiście przyjmuję argumentację, że:

  • trzeci raz w historii Polski żużlowiec jest mistrzem świata (wcześniej Szczakiel i Gollob),
  • kibice żużlowi maja większą frekwencje na meczach ligowych (na stadionach i w tv) niż piłkarscy,
  • mistrz to mistrz i doceniamy najlepszych.

Ale wyjdźmy z glinianych domów jak mawiał Leo Beenhakker i nie wstydźmy się tego, co mamy najlepsze. A piłkarza mamy tak wybitnego, że kilka tygodni wcześniej wpychaliśmy go na podium Złotej Piłki. To jest dobry czy nie jest? Parafrazując, czy Messi też przegrałby z żużlowcem?

Robert Lewandowski nigdy nie będzie mistrzem świata, ale nie był nim także Zbigniew Boniek, Włodzimierz Lubański czy Kazimierz Deyna. Czy oni także nie powinni być nigdy piłkarzami roku? Dwaj ostatni triumfowali na olimpiadzie, ale przecież obecny Prezes PZPN był „zaledwie” trzeci w mistrzostwach globu. Nie rozumiem takiej argumentacji, z tego klucza powinniśmy odrzucić Lewandowskiego zupełnie z grona sportowców roku, podobnie jak Mateusza Ponitkę, który poprowadził koszykarzy do historycznego ósmego miejsca na świecie. Jak porównywać ósme miejsce do mistrza świata? Oczywiście nijak, dlatego zwolennicy Bartosza Zmarzlika powinni mieć Lewandowskiego poza najlepszą 20-tką. W pierwszej kolejności mistrzowie świata, potem wicemistrzowie, ewentualnie mistrzowie europy i dalej kolejni medaliści. A na szarym końcu mistrzowie… Niemiec.

Dość absurdalne argumenty jednych i drugich pokazało tzw. polskie piekiełko, gdzie nikomu nie dogodzisz. Wiele komentarzy kibiców odnosiło się także do tego, że to konkurs na najlepszego polskiego sportowca a nie najpopularniejszego. Ja doceniam sukces naszego żużlowca, ale go nie wyciągam na wyżyny polskiego sportu. W niszowym sporcie, gdzie ustawienie i dobór silnika decyduje na równi z umiejętnościami kierowcy, nie możemy szukać tego najlepszego. Po prostu nie.

Na świecie popularnych jest wiele dyscyplin, nie tylko piłka nożna, w których osiągamy sukcesy: koszykówka, siatkówka, lekkoatletyka, tenis, boks, kolarstwo. Ba, nawet MMA to globalna rywalizacja, w której trzy lata temu sukcesy odnosiła Joanna Jędrzejczyk. Mieliśmy wcześniej także Agnieszkę Radwańską, którą podziwiał cały świat, ale u nas w kraju nigdy nie wygrała – takie to polskie. Wygrywali Ci, co walczą w niszowych konkurencjach, które Polak ogląda do kotleta.

Żużel przed telewizorami śledzi średnio 105 tysięcy kibiców. To mało, ale pewnie dlatego, że jest w dwóch płatnych telewizjach. Zapewne też, mnóstwo z tych kibiców wysyła kupony z Przeglądu Sportowego, bo się identyfikują ze swoją dyscypliną. Kibice piłkarscy, Ci najbardziej wyrywni, nie wycinają kuponów z gazet i nie wysyłają smsów na Lewandowskiego. To pewnie część prawdy, ale przecież jeszcze jest mistrz świata w skokach narciarskich Dawid Kubacki, który za chwilę wygra Turniej Czterech Skoczni, a co weekend przyciąga przez tv nieporównywalną z żużlem publikę. Bo to nie jest tak, że żużel jest tak popularny – Polacy kochają głównie piłkę nożną i skoki (notabene też niszową), a za nimi siatkówkę.

Z tylnego siedzenia gównoburze oglądają lekkoatleci, na czele z trzecim w plebiscycie Pawłem Fajdkiem. Nasz mistrz świata, zresztą po raz czwarty z rzędu, także startuje w niszowej dyscyplinie jaką jest rzut młotem, ale jest uznany w gronie lekkoatletów i mam wrażenie, że przeciętny Niemiec czy Francuz prędzej zna Fajdka niż Zmarzlika, o Lewandowskim nie wspominając. Z lekkoatletów należy docenić doskonałą sztafetę kobiecą 4x400m i Marcina Lewandowskiego na 1500m, którzy w popularnych konkurencjach sięgają po medale mistrzostw świata, ściągając się z gigantami z USA (polki) i afryki (Lewy). A 602 cm o tyczce Piotra Liska to osiągnięcie bardziej kosmiczne niż pięć strzelonych bramek Wolfsburgowi..

Dlatego nie jest łatwo porównać różne sporty i ich rezultat, tym bardziej, że w pewnych dyscyplinach są dominatorzy. Zmarzlik takowym nie jest, Fajdek jest, a wyżej od żużlowca oceniam Lewandowskiego i nasze biegaczki. Zmarzlik nie jest indywidualnym mistrzem Polski (był drugi), drużynowym (był siódmy na osiem zespołów) i na dwa turnieje przed końcem cyklu zasiadł na fotelu lidera cyklu. Dominatorem żużla w przeciwieństwie do dawnych mistrzów Jasona Crumpa i Tony Rickardsona nie jest.

Żużel to nie jest rzut beretem, czy wyścig na wielbłądach, ale daleko mu do popularności innych dyscyplin. Oczywiście, to nie jest konkurs popularności, ale żużlowców na świecie jest pewnie 300 i łatwiej jest zostać mistrzem w tej dyscyplinie niż w globalnej. W globalnej sukcesy miał także Wilfredo Leon, trzeci na mistrzostwach Europy i drugi w Pucharze Świata, od kilku lat najlepszy siatkarz świata, a przecież rok temu wygrał inny przedstawiciel tej dyscypliny Bartosz Kurek. Dlatego śladem wyboru z 2016 (Anita Włodarczyk), po przeanalizowaniu wszystkich argumentów za i przeciw, przyznałbym te wyróżnienie Pawłowi Fajdkowi. Cztery z rzędu mistrzostwa świata i mistrzostwo Polski 2019 (wcześniej także). Dominuje w swojej dyscyplinie, co prawda nie globalnej, bo nikt na podwórkach nie rzuca młotem, ale będącej częścią globalnej lekkoatletyki.

Na koniec moja dziesiątka (w nawiasie miejsce w plebiscycie Przeglądu Sportowego):

  1. Paweł Fajdek (3)
  2. Robert Lewandowski (2)
  3. Piotr Lisek (8)
  4. Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka (4)
  5. Bartosz Zmarzlik (1)
  6. Marcin Lewandowski (9)
  7. Wilfredo Leon (7)
  8. Łukasz Kubot (-)
  9. Dawid Kubacki (5)
  10. Mateusz Ponitka (10)

Zaskakujące jest pomijanie Łukasza Kubota, który w deblu jest numer dwa na świecie. Nie było go w 20-tce nominowanych, ale jeśli Radwańska tylko raz była w trójce (trzecie miejsce w 2015r.), to nie ma co się dziwić. Bo tenis w przeciwieństwie do żużla i skoków narciarskich nie zajmuje polaków.

Wczesne wybory do All-Star 2020

Jak co roku rozpoczęły się wybory do meczu gwiazd, przykładem poprzedniego sezonu (TUTAJ) moje składy All Star zaczynam od bilansu drużyn, bez podziału na konferencje:

Milwaukee Bucks 85,3%
Los Angeles Lakers 78,8%
Miami Heat 75,0%
Boston Celtics 73,3%
Denver Nuggets 71,9%
LA Clippers 67,6%
Houston Rockets 66,7%
Toronto Raptors 66,7%
Philadelphia 76ers 65,7%
Dallas Mavericks 65,6%
Indiana Pacers 63,6%
Utah Jazz 62,5%

Z tych drużyn powinniśmy wybrać po jednym zawodniku, którzy z uwagi na bilans powinien wystąpić w hali United Center w Chicago. Mi wychodzi kolejno: Giannis Antetokounmpo, LeBron James, Jimmy Butler, Jason Tatum, Nikola Jokić, Kawhi Leonard, James Harden, Pascal Siakam, Joel Embiid, Luka Doncic, Domatas Sabonis i Donovan Mitchell. Po prostu uważam, że na pewnym poziomie powinniśmy docenić zawodników za liderowanie drużynom, które mają dobry bilans. Stąd nieoczywiste wybory Tatuma, Jokicia (dużo słabiej niż sezon temu) i Sabonisa. Dopiero później powinniśmy wziąć pod uwagi inne aspekty, także kwestie marketingowe. Bo wielka scena koszykówki jaką jest NBA to przede wszystkim marketing na poziomie TOP.

Na wschodzie więcej mamy dobrych wysokich, albo jak kto woli słabość niskich zawodników. Ale dzisiaj, jeśli liderem drużyny wschodu jest guard, to najczęściej jest to drużyna poza play-off. Niemniej jednak, za postawę zespołów nominuję Jaylena Browna, Spencera Dinwiddie i Kyle’a Lowry. Celtics, Nets i Raptors to czołowe drużyny konferencji i Ci zawodnicy wyróżniają się na tyle, że dwójka z nich powinna zadebiutować w meczu gwiazd. Skład w przypadku guardów uzupełniam dwójką Bradley Beal i Trae Young, ale bynajmniej nie są to końcowe wybory. Raczej wychodzi to z przyjętej metodyki. Przy wysokich wskazałem Antetokounmpo, Butlera, Siakama, Embiida, Sabonisa i dodatkowo dołączam Andre Drummonda, który dominuje strefę podkoszową na poziomie 17 pkt. i 16 zb., choć plotki z nocy mówią, że wkrótce zmieni on klub. Skład na wschodzie mam następujący:

Trae Young, Jimmy Butler, Pascal Siakam, Giannis Antetokounmpo, Joel Embiid + Spencer Dinwiddie, Kyle Lowry, Bradley Beal, Jason Tatum, Jaylen Brown, Domatas Sabonis i Andre Drummond.

Sporo debiutantów, ale układ na wschodzie się zmienia, dochodzą młodzi zawodnicy, a duet Kyrie Irving / Kevin Durant jest kontuzjowany. Nie widzę drugiego zawodnika z Bucks i Sixers, najlepszych drużyn, które są drużynami swoich liderów, a nominowani rok wcześniej Khris Middleton i Ben Simmons grają w tym roku słabiej. Choć w ich przypadku zadecydować może marketing.

Na zachodzie najważniejsi zawodnicy zostali nominowani z klucza, oprócz Anthonego Davisa (to już siedmiu graczy), ale dobrać do nich zamienników jest bardzo trudno. Ogromna rywalizacja na wszystkich pozycjach sprawia, że szukamy zawodników, którzy na wschodzie graliby w pierwszej piątce. Takimi zawodnikami byliby z pewnością Damian Lillard i Paul George. Myślę, że już czas powołać do meczu gwiazd Rudy Goberta, który mimo wielu wyróżnień jako defensor, nigdy nie zagrał nigdy w takim meczu. A skład uzupełniają dwa kontrowersyjne wybory – Russell Westbrook, który w ostatnich tygodniach gra na wysokim poziomie oraz Karol-Anthony Towns, wykręcający znakomite cyferki (26 pkt., 12 as.) w słabej Minnesocie. Podobnie jak w przypadku Drummonda, także z nim mamy transferowe doniesienia i niewykluczone, że tutaj także dojdzie do wymiany. Skład mam następujący:

Luka Doncić, James Harden, Kawhi Leonard, LeBron James, Anthony Davis + Donovan Mitchell, Damian Lillard, Russell Westbrook, Paul George, Rudy Gobert, Karl-Anthony Towns i Nikola Jokić.

Dużo więcej marketingu, czyli wybory uznanych zawodników, debiutantami byłaby dwójka z Utah, KAT oraz oczywiście Luka Doncić. W przeciwieństwie do wschodu, najlepsze kluby (Lakers, Clippers, Rockets, Jazz) mają po dwóch zawodników, a drużyn poza ósemką mam tylko Townsa.

Dziesiątka najlepszych piłkarzy 2019

Pierwsza dziesiątka plebiscytu „France Football” prezentuje się następująco:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
3. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
4. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
5. Mohamed Salah (Egipt / Liverpool FC)
6. Kylian Mbappe (Francja / PSG)
7. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
8. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
9. Bernardo Silva (Portugalia / Manchester City)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)

Analizowałem w/w kolejność i poniżej luźne wnioski:
1. Triumf Liverpoolu i postawa w drugiej części roku to wielkie osiągniecie, ale czterech piłkarzy w siódemce, to stanowcza przesada. Nie mam wrażenia, że to najlepsi piłkarze świata, raczej elementy niesamowitej układanki Jurgena Kloppa, w której najważniejszą postacią jest trener The Redds.
2. Triumf Riyada Mahreza w PNA przeszedł niezauważenie, fachowcy przypominają rolę rezerwowego u Pepa Guardioli, ale przecież mowa o kluczowym piłkarzu zwycięzców czarnego kontynentu, nominowanego do jedenastki turnieju. Triumf w Mistrzostwach Europy daje finalnie pewne Top3, dlaczego więc dyskredytujemy PNA? Gdyby finał wygrał Senegal, czy Sadio Mane byłby także traktowany drugorzędnie?
3. Gdyby Tottenham zwyciężył ostatni mecz Ligi Mistrzów – czy Harry Kane byłby drugi, Son piąty i jeśli Lucas strzeliłby gola w finale, tak samo byłby w top 10. Czy w takiej alternatywnie byłby maksymalnie jeden piłkarz z Liverpoolu w „10”? Przecież to „aż” jeden mecz.
4. Mane był najlepszym zawodnikiem Liverpoolu, strzelał ważne bramki (po dwie z Bayernem i Porto) plus finał PNA. Lokomotywa niesamowitego trio, w plebiscytach gdzieś w cieniu Van Dijka, zupełnie nie zasłużenie.
5. Kto był ważniejszy w defensywie Liverpoolu – Van dijk czy Allison? Wydaje mi się, że bramkarz rozwinął się tak bardzo, że jest w Top3 (z Oblakiem i Ter Stagenem), a może nawet najlepszy na świecie. Różnica pomiędzy Liverpoolem Cariusa i Liverpoolem Allisona to wynik decydującego meczu Ligi Mistrzów.
6. Dziwny hype na Van Dijka, który nie miał lepszego roku niż Ramos 2014 i 2016, gdy ten strzelał bramki w finale Ligi Mistrzów albo Varane, gdy zdobywał LM i Mistrzostwo Świata. Holender nie jest (jeszcze) legendarnym obrońcą, to dopiero drugi tak mocny rok i czekamy na duży turniej, czyli prawdziwą weryfikację.
7. Lewandowski w Bundeslidze miażdży: 14 meczów – 16 bramek i 1 asysta, ale Ciro Immobile ma jeszcze lepsze statystyki w Serie A: 15 meczów – 17 bramek i 5 asyst. Nikt jednak nie podnosi we Włoszech casusu Immobile. U nas brak Lewego w top3 był skandalem. A dziennikarze umieszczali go nawet na pierwszym miejscu (!).
8. Brakuje najlepszego piłkarza mistrza Anglii – Raheema Sterlinga. Jest dwójka (Bernardo Silva i Riyad Mahrez) w dziesiątce, ale bez Anglika nie byłoby mistrzostwa zdobytego 98 punktami.
9. Razi również niedocenienie sukcesu Portugalii w Lidze Narodów – przecież Bernardo Silva był architektem tej drużyny, w dodatku wygrał Premier League, a Cristiano Ronaldo hat-trickiem strzelonym w Szwajcarii, doprowadził drużynę do finału. W 1/8 strzelił hat-tricka Atletico samodzielnie odrabiając straty z pierwszego meczu (0-2), w dwumeczu z Ajaxem strzelił po bramce. Portugalczyk był najlepszym piłkarzem Serie A, a mimo tego Polscy dziennikarze umieszczali wyżej Lewego.
10. Liga Narodów jest drugorzędnym turniejem, traktowany niczym PNA. Ciekawe jakbyśmy patrzyli na te rozgrywki gdybyśmy wyszli z grupy do Final Four. Na pewno dziennikarze z Polski używaliby tego jako argumentu.
11. Mbappe ma niesamowitych managerów, jest globalną marką – strzela mniej w Ligue 1, odpada z Ligi Mistrzów a łapie się (niezasłużenie) w szóste. Dalej pamięta się Mistrzostwa Świata ale to nie ten rok.
12. Nikt zagranicą nie ogląda Bundesligi i gdyby nie Robert, Polacy także by jej nie oglądali. Ci, co wspomną o polskiej tradycji Bundesligi odsyłam do Serie A – przez lata nie oglądaliśmy w niej naszego rodaka, a potencjalne starcie Napoli – Milan z Polakami w składzie, ogląda tylu kibiców, co El Clásico.
13. Dusan Tadić był do pewnego momentu najlepszym piłkarzem Ligi Mistrzów, wyrzucał kolejno Real (trzykrotnego zdobywcę) i Juventus (który go kupił). Z Królewskim w rewanżu zanotował bramkę i dwie asysty, a gra w małym (w porównaniu do gigantów) klubie Europy + fenomenalny w dobrej lidze 28 bramek i 14 asyst.
14. Messi – przekreślanie całego sezonu przez rewanżowy półfinał z Liverpoolem jest niesprawiedliwe dla kosmity. Ma 32 lata i regularnie notuje 1,5 punktu w klasyfikacji kanadyjskiej, w fazie pucharowej LM zdobył sześć bramek (po dwie w każdym dwumeczu).
15. Kevin De Bruyne gra niesamowitą piłkę na wyspach – najlepszą w Premier League na jesień. Dlaczego to pomijamy? Bo dziennikarze w podsumowaniu roku oceniają jedynie wiosnę?
16. Im bliżej końca roku, tym bardziej się zastanawiam, kiedy najważniejszym zawodnikiem defensywy Liverpoolu zostanie Trent Alexander-Arnold. Obstawiam już za rok.

Dlatego moim zdaniem tak powinna wyglądać czołowa dziesiątka:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
3. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
4. Raheem Sterling (Anglia / Manchester City)
5. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
6. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
7. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
8. Kevin De Bruyne (Belgia / Manchester City)
9. Harry Kane (Anglia / Tottenham Hotspur)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)

Haaland w BVB, czyli (znowu) w Dortmundzie znakomicie pracują nad transferami

Zmiana klubu przez Eringa Haalanda na trzy dni przed otwarciem okna transferowego to ogromna sensacja i zarazem policzek dla innych klubów, które podobno były w grze – Manchesteru United (Ole Gunnar Solskjaer prowadził go w Molde), Juventusu Turyn i RB Lipsk. Owszem Haland miał zapisaną klauzulę odstępnego i to piłkarz ostatecznie wybiera, ale w dobie dzisiejszych transferów, duże koncerny potrafią zmotywować, zwłaszcza, gdy do gry wchodzi agent piłkarza Mino Raiola. Tak czy inaczej, to świetny ruch dla obu stron – Borussia otrzymuje piłkarza na lata, który wspólnie z Jadonem Sancho jest najlepszym młodym duetem w Europie!

Ering Haaland to 19 letni zawodnik, który objawił się piłkarskiemu światu w maju na Mistrzostwach Świata U-20, gdy z Hondurasem strzelił dziewięć goli, a drugi raz jego gwiazda rozbłysła w meczu z KRC Genk, gdy strzelił hat-tricka. W sumie w rozgrywkach grupowych Ligi Mistrzów strzelił osiem bramek (więcej bramek ma tylko Robert Lewandowski – dziesięć) w sześciu meczach (i asysta), ale patrząc przez liczbę minut na boisku – strzelał gola co 47 minuty. I to wcale nie ogórkom – jedną Liverpoolowi, trzy Napoli i cztery Genk. Do tego w Austriackiej Bundeslidze w 14 meczach także nie w pełnym wymiarze czasowym zaliczył 16 bramek i sześć asyst. Największe objawienie piłkarskie w Europie zmienia klub w idealnym dla siebie momencie – w końcu Red Bull Salzburg odpadł z Ligi Mistrzów, a BVB gra dalej, a przeciwko PSG zagrają z Haalandem. Eksplozja talentu Norwega jest wielka, przytoczę tutaj wyniki z poprzedniego (całego) sezonu (za transfermarkt)

Bundesliga – dwa mecze, 82 minuty, bramka,
OFB Cup – dwa mecze, 63 minuty,
Liga Europy – jeden mecz, cztery minuty,
Kwalifikacje Ligi Europy – pięć meczów, cztery bramki, jedna asysta, 406 minut.

Jednym słowem „przepaść” – rok temu nikomu nie znany wcześniej piłkarz, dzisiaj wschodząca gwiazda europejskiej piłki, wyceniana na 45 mln euro. Ogromny talent rozkwita w niesamowitym tempie – zdążył juz zadebiutować w reprezentacji Norwegii, ale wcześniej z powodzeniem grał w młodzieżowych reprezentacjach swojego kraju (za transfermarkt):

Norwegia U21 – 3 meczów,
Norwegia U20 – 5 meczów, 11 bramek,
Norwegia U19 – 6 meczów, 6 bramek,
Norwegia U18 – 6 meczów, 6 bramek,
Norwegia U17 – 5 meczów, 2 bramki,
Norwegia U16 – 17 meczów, 1 bramka
Norwegia U15 – 4 meczów, 4 bramki.

Borussia Dortmund to idealna trampolina do większych klubów, co pokazują ostatnie przykłady Roberta Lewandowskiego (Bayern Monachium), Ousmane Dembélé (FC Barcelona), Pierre-Emericka Aubameyanga (Arsenal Londyn, choć dzisiaj trudno ocenić ten klub jako większy) i Christian Pulisic (Chelsea Londyn). Mierzący 194 cm piłkarz jest skrojony do gry na wyspach i bacznie obserwować jego grę będę najwięksi (i najbogatsi). Borussia wyrosła w ostatnich latach na najlepszy klub do rozwoju dla młodych/zdolnych. Owszem Austriacka Bundesliga to inny poziom, a fizyczna gra w lidze naszej sąsiadów na początku przysporzy mu problemów, ale jeśli ma rozwijać się dalej – trafił najlepiej jak mógł. Sancho, Julian Brandt, Thorgan Hazard oraz przede wszystkim Marco Reus grali jesienią najbardziej ofensywna piłkę w Bundeslidze. A Haaland w przeciwieństwie do innych opcji klubowych, będzie mial na Signal Iduna Park pierwszy plac i wiele cierpliwości od Luciena Favre’a. W dodatku od odejścia Aubameyanga kibice czekali na prawdziwego środkowego napastnika, którym mimo początkowej skuteczności nie był Paco Alcácer.

Haaland podpisał z Borussią cztero i pół letni kontrakt. Ma zarabiać w Dortmundzie sześć mln (z bonusami osiem) euro rocznie. BVB zaskakuje w kolejnym okienku – w maju 2019 podpisali kontrakty z Nico Schulzem, Thorganem Hazardem i Julianem Brandtem. Znakomicie realizują swoje transferowe plany, a zanim rozpoczęło się zinowe okno transferowe, podpisany został prawdopodobnie najlepszy zawodnik dostępny na rynku.

Poniżej kwoty transferowe:

Wykup klauzuli przez BVB (kasa dla Salzburga) – 20 mln euro,
Agent Mino Raiola – 15 mln euro,
ojciec piłkarza – 10 mln euro.

Czyli ojciec i agent piłkarza zgarnęli więcej niż klub! dość zaskakujące, ale przecież gdy Raiola przeprowadzał transfer Paula Pogby na 105 mln otrzymał następujące prowizje:

27 mln od Juventusu,
19,4 mln w pięciu ratach od Manchesteru United,
2,6 mln zapłacił sam Pogba.

[historia] grudniowe rozkminy.blog 2018 i 2017

Zachęcam do przypomnienia sobie rozkmin, które pojawiły się na blogu w ubiegłych latach.


2018

Brawa dla TVP Sport za transmisje NBA retro

Eliminacje euro 2020 sprawdzimy na livescore lub flashscore

Wczesne wybory do All-Star


2017

Dlaczego Weah w sezonie 1994/95 nie był najlepszy

Trochę statystyk fazy grupowej LM 2017/18

Grupa, z której każdy chce wyjść

Po finale Klubowych Mistrzostw Świata – Liverpool wygrał po słabym meczu z Flamengo, a FIFA szykuje zmianę formatu

Finał finałów – tak można określić turniej, w którym spotykają się najlepsze drużyny klubowe z każdego kontynentu. Klubowe Mistrzostwa Świata to elitarne rozgrywki nie dla każdego, zresztą zwycięski Liverpool wygrał je po raz pierwszy, a Ligę Mistrzów zwyciężył sześciokrotnie. Niestety w erze przeładowania kalendarza piłkarskiego, mecz w tej formule absolutnie zbędny.

Slogan „pieniądze rządzą futbolem” pada przy każdej okazji, więc naturalnym było przekształcenie Pucharu Interkontynentalnego w rozgrywki, w której swoją drużynę ma każdy region świata. Zbiegło się to z wzrastająca przepaścią finansową i sportową, a dzisiaj rozgrywki w tym formacie nie mają sensu. Ćwierćfinały dla najsłabszych federacji oraz półfinały i finał w trakcie sezonu, nie przyciągają kibiców przed telewizorów. Nawet fani Premier League wybrali wczoraj mecz Manchesteru City z Leicester. Rywalizujący z nimi Liverpool rozegra dwa mecze w kalendarzu więcej, w dodatku będzie musiał odrobić przełożony mecz z West Hamem. Absurdalnie wyglądający kalendarz Liverpoolu sprawił, że dzień przed półfinałem z Monterey mieli oni rozegrać mecz w EFL Cup z Aston Villą. Jurgen Klopp wystawił w nim głębokie rezerwy i uległ 0-5, co może docelowo dać na wiosnę chwilę odpoczynku, gdy inne kluby będą grąć i o ten puchar.

Za dwa lata rozgrywki o Klubowy Puchar Świata przejdą kolejną reformę, niestety nieuniknioną. 24 drużyny, w tym osiem z Europy i rozgrywki po sezonie klubowym, a nie w trakcie, to ogromne Klubowe Mistrzostwa Świata. Czyli w latach parzystych reprezentacyjne Mistrzostwa świata i Europy, a w nieparzystych klubowe, na razie zaplanowane na 2021 i 2025. Nowy format, to dużo drużyn, dużo krajów i dużo kontynentów. FIFA z zazdrością patrzy na europejską federację i także chce czerpać zyski z meczów Liverpoolu, Realu czy Liverpoolu z Realem. Dlatego za chwilę oglądanie takich drużyn jak Flamengo będzie możliwe jedynie w rozgrywkach grupowych, a w pucharowych ponownie zagra Liverpool z Manchesterem City. Tak jak w Premier League, F.A. Cup, EFL Cup, Lidze Mistrzów i wreszcie w Klubowych Mistrzostwach Świata – najlepsi będą grali nieustannie ze sobą i tylko dzięki Aston Villi nie zobaczymy ich w Pucharze Ligi.

Sam mecz finałowy był słaby. Słyszałem głosy o grze w piłkę drużyny Flamengo, ale musimy mieć naprawdę małe oczekiwania, że to wystarczy. 99 minut czekaliśmy na gola, zresztą jedynego w tym meczu. Wcześniej najciekawszym wydarzeniem był VAR z 93 minuty i rozstrzyganie – karny czy wolny po faulu Rafinhi na Mane oraz czerwona czy żółta? Ostatecznie żółta za kłótnie i faul po strzale, ale na dziesięć takich interpretacji pewnie osiem byłoby innych. Jedyna bramkę strzelił Firmino po podaniu Mane.

Czasy Pucharu Interkontynentalnego w Tokio już nie wrócą, kluby z Ameryki Południowej są regularnie podkupywane nie tylko przez wielkich, ale także średnich jak Szachtar czy Benfica, choć dzisiaj trudno i te kluby nazywać średnimi. To już nie będzie przepustka do wielkiej piłki, nie będzie meczów jak w 2000, gdy oglądaliśmy mecz Boca Juniors z Galaktycznym Realem, który ucieszył dwoma bramkami Martin Palermo, a do wielkiej piłki wchodził Juan Román Riquelme, na dwa lata przed transferem do Barcelony. Dzisiaj w drużynach kasy Flamengo grają Rafinha, Felipe Luis czy Diego Alves. Piłkarscy emeryci, dla których to ostatni mecz na wielkiej scenie.